:::: MENU ::::

wtorek, 13 listopada 2012

  • wtorek, 13 listopada 2012
Komiksowa seria o Asterixie i Obelixie to coś, czego nikomu polecać nie trzeba. Sprawnie zrealizowane kreskówki po dzień dzisiejszy cieszą oko i wywołują salwy śmiechu. Na tym tle filmy fabularne, stworzone na kanwie komiksów, wypadają dość słabo.






O ile ostatnia część filmowej serii, w której dwóch sympatycznych Galów brało udział w olimpiadzie, to pełna zabawnych gagów, ale średnio spójna komedia, a "Misja Kleopatra" - jedna z najlepszych komedii fabularnych, "Asterix i Obelix: W służbie Jej Królewskej Mości" plasuje się gdzieś pośrodku. Tam, gdzie scenarzysta trzyma się komiksowej fabuły z "Asterixa i Brytów", jest naprawdę bardzo dobrze. Początkowo razi mieszanka angielskiego i polskiego, używana w dubbingu przez Brytów, ale można do tego przywyknąć. Natomiast już wrzucenie w ten barszcz królowej (której Brytowie nie mieli), w dodatku mieszkającej w norze hobbita i bronionej przez garstkę uzbrojonych w widły wojów, dość mocno razi. Tak samo jak wprowadzenie - trochę na siłę - wątku Normanów, którzy dostają rolę godną lemingów.





Czy film trzyma poziom serii? Trzyma... chociaż tendencja wydaje się raczej spadkowa. A szkoda.