:::: MENU ::::

sobota, 21 grudnia 2013

  • sobota, 21 grudnia 2013
Ulubieniec Stana Lee, postać negatywna, villain, który nie zechciał być villainem i stał się zdeklarowanym anty-herosem, główną postacią komiksów z gatunku komediowego gore. Skoncentrowane na nim równie mocno jak on sam, stanowią ironiczną odpowiedź DC Comics na własne osiągnięcia.

Tak, mowa o Lobo, "tym, który pożre twoje wnętrzności i będzie z tego czerpał przyjemność". Ostatnim Czarnaninie, który został nim, ponieważ wszystkich pozostałych wybił dla rozrywki. Miłośnika bezsensownej przemocy, który gdziekolwiek się pojawi, urządza krwawą jatkę.

http://static.comicvine.com

Po raz pierwszy ten stworzony przez Rogera Slifera i Keitha Giffena bohater pojawił się w komiksie Omega Man, jako postać zdecydowanie negatywna. Jakkolwiek trudno określić go także w późniejszych rolach "pozytywnym", fakt pozostaje faktem - kariery jako "ten zły, którego trzeba pokonać" nie zrobił. Natomiast na brak opowieści, w których pojawia się jako postać, główna czy poboczna, narzekać nie można.

Chociaż jest bohaterem nad wyraz specyficznym, łączącym w sobie najbardziej groteskowe i wytarte cechy zła z cokolwiek dziwnie pojmowanym honorem.

Lobo jest przede wszystkim łowcą głów, zabójcą, który swojej roboty bynajmniej nie wykonuje czysto. Ale przynajmniej ją lubi, rzadka cecha w naszych czasach. Wielki, muskularny, niespecjalnie bystry, nad wyraz szybki i potrafiący władać praktycznie każdą bronią. Ginie, ale tylko raz, przy czym urządza w Zaświatach taki rozpierdziel, że nie chcą go tam więcej widzieć. Dzięki czemu zyskuje nieśmiertelność, mądry chłopiec.

Ma buldoga, ma pojazd o wdzięcznej nazwie Spazzfragg 666, ma cięte, chociaż nie zawsze górnolotne poczucie humoru. Chociaż często spychany na dalszy plan, w pełni zasługuje na miano jednego ze sztandarowych bohaterów DC Comics.

Lobo "powrócił" w serii New 52 zmieniony przez rysowników w metroseksualne, pseudointelektualne coś.

http://media.dcentertainment.com

Jedynymi reakcjami, z jakimi spotkałam się, pokazując tę wersję znajomym są:
1) What the fuck?
2) To na pewno on?
3) Czy kogoś popierdoliło?
DC Comics zawsze przegrywał u mnie z Marvelem, toteż w pierwszej chwili nie rozumiałam tego wszystkiego (tak, nie pamiętałam, kim jest Lobo, przyznaję, ale nadrabianie zaległości było przyjemne). Po wczytaniu się w opowieści o Ostatnim Czarnianinie jednak pojęłam. I pojmuję do dzisiaj wszystko, poza tym, skąd się podobna koncepcja wzięła twórcom w głowach. Ale na New 52 reaguje tak momentami chyba każdy, znający chociaż pobieżnie poprzednie (ekhem, prawdziwe) historie występujących w tych komiksach postaci. Aż się człowiek zaczyna zastanawiać, czy poważniej (a na pewno z większym szacunkiem do oryginału) nie podeszli do tematu twórcy miszmaszu Lobo z Kaczorem Howardem.

http://static.comicvine.com

Jeśli zaś o parodiach mówimy, to i Polacy mają na swoim koncie jedną wartą uwagi. W komiksie 48 stron pojawia się Bolo, Ostatni Czerniakowianin.

http://images.wikia.com

Lobo podbijał swojego czasu również ekrany. Pojawił się w Superman: The Animated Series i w Lidze Sprawiedliwych (z której go niesprawiedliwie wykopano). Występował także w wyreżyserowanej przez Scotta Leberechta adaptacji komiksu Lobo: Paramilitarne Święta Specjalne, świetnie trzymającej klimat serii. Zagrał go Andrew Bryniarski, znany z Teksańskiej masakry piłą mechaniczną. Cóż za znakomite referencje!

http://static.comicvine.com

Żeby zaś w klimacie świąt pozostać, bo do nich właśnie nawiązuje nawet i tytuł dzisiejszego wpisu, kadr ze zekranizowanego komiksu i zarazem życzenia świąteczne.