:::: MENU ::::

piątek, 3 stycznia 2014

  • piątek, 3 stycznia 2014
Unikam jak ognia poruszania na tym blogu pewnych tematów, przynajmniej tak było do tej pory. Ostatnio jednak natrafiam co i rusz na rozmaite dyskusje związane z aferą wokół zła wcielonego, czyli nieistniejącej ideologii gender. A w sumie to mój blog, mogę więc na nim pisać, co chcę.


Wyjaśnię może, że wojna płci nie jest moim ulubionym tematem. Nie jest nim do tego stopnia, że nie zdawałam sobie sprawy z istnienia takiego zjawiska aż do chwili, gdy nie wybrałam kierunku studiów. Podstawowe i najczęstsze pytanie, jakie mi rozmaite osoby zadają (bardzo często również kobiety) brzmi: Nie uważasz, że to męski kierunek?

Jedyna odpowiedź, jaka mi przychodzi do głowy, to: A co to jest "męski kierunek"? Mamy XXI wiek, prawda?

No, owszem, mamy. Ale ten XXI wiek przyniósł tylko tyle, że niektóre kobiety - jak one śmiały? - postanowiły decydować o sobie. Co jest solą w oku mężczyzn oczywiście. Nie wszystkich, ale zdecydowanej większości, zwłaszcza wśród tych starszej daty. Dlaczego? Dlaczego mężczyzn tak okropnie drażni fakt, że chce się doprowadzić do sytuacji, gdy pozostanie w domu z dzieckiem jest równie naturalne dla obu płci? Do tego stopnia, że grupa mężczyzn noszących czarne sukienki, mocno oburzona tym, że jakaś przedszkolanka powiedziała dziecku, że owszem, mężczyźni mogą nosić sukienki, zagrzmiała o tym nie tak dawno z ambon w niemal całym kraju?


Przecież - sami mężczyźni to powtarzają w kółko - zajmowanie się domem jest mniej męczące od pracy.

Taaak, bo bycie gospodynią to istne wakacje. To sprzątanie, gotowanie, przekładanie, szorowanie kibli, śmietników, brodzików; tylko po to, by po dwóch dniach się przekonać, że wszystko trzeba ponownie posprzątać, ugotować, przekładać, wyszorować; ach, może jeszcze w ogródku wypielić jak jest; i oczywiście, gdy są dzieci, prowadzanie, wyprowadzanie, przebieranie, mamusiu, boli mnie brzuszek, może czterdziestostopniowa gorączka na weekend, zapomniałem kredek. I oczywiście z uśmiechem na twarzy, cóż jest lepsze dla kobiety, niż przebierane niemowlaka z pampersa pełnego rzadkiego... no.

Mit kobiety, która wypoczywa w domu to ulubiona broń mężczyzn, którzy przychodzą z pracy i są zbyt zmęczeni, by równo ułożyć kapcie. Teraz również ulubiona broń mężczyzn, których partnerki nagle zaczynają pragnąć wyrwać się z takiego schematu.

Wychowałam się w takiej rodzinie, z gospodynią i pracującym. Nie widzę jakoś zalet takiego "tradycyjnego, naturalnego" układu ról dla kobiety. Może poza taką, że kobieta jak zostanie sama to sobie obiad ugotuje, a facet musiałby chyba do końca życia żywić się konserwami.

(Mała dygresja: Ja pewnie też, bo jestem człowiekiem kulinarnie pozbawionym talentu, a przede wszystkim pozbawionym chęci do gospodarzenia czymkolwiek. Bez bicia przyznaję się do ustawienia na męski setup - mogę na rozmowie kwalifikacyjnej zapewnić szczerze i gorąco, że będę pracować w oderwaniu od wszelkiej rzeczywistości jak to wszyscy młodzi mężczyźni czynią, a na słowo "porządki domowe" pakuję się zwykle i uciekam. Ponadto nie mam żadnego kryzysu emocjonalnego czy problemów ze swoją płcią, więc szczególnie bawią mnie opinie ludzi, którzy twierdzą, że możliwość wyboru własnej drogi życiowej niechybnie do nich prowadzi. Jestem kobietą, zawsze chciałam być kobietą i na zawsze pragnę kobietą pozostać, co więcej, wierzę w swoją wyższość z tego powodu. No, może z wyjątkiem okresu, ale wtedy moje odruchy, temperament i zdolność jasnego myślenia są zbliżone do rzeczonych u tygrysicy z wścieklizną.)


Z drugiej strony - nie można przechodzić do ogólników. Jak ktoś znajduje satysfakcję w prowadzeniu domu, fajnie. Jak ktoś woli robić karierę, też fajnie. To, co jest frustrujące dla jednej kobiety, dla innej może oznaczać spełnienie. Wolność wyboru - coś, co chciał przeforsować feminizm, zanim "feminizmem" zaczęto nazywać każdy przejaw debilizmu na świecie i stał się określeniem w zasadzie pejoratywnym. Bo sytuacja, w której człowiek jest od urodzenia napiętnowany ze względu na płeć, ma miejsce. Dotyczy to zarówno mężczyzn jak i kobiet, tylko tych drugich jakby mocniej - bo w sytuacji np. urodzenia dziecka to kobietę się zamyka w przestrzeni domowej, "bo przecież jest matką - bytem już bez praw do istnienia w oderwaniu od potomstwa". 

Wszystkich mówiących w tym wypadku o "naturalnym podziale ról" mam ochotę zaprosić na kilkumiesięczny wypad w afrykańską głuszę, by naturalnie polowali z łukiem na gazele.

Zaś żeby nawiązanie jednak do ogólnej tematyki bloga było... polska fantastyka wszak kobietami stoi (Kossakowska, Kozak, Białołęcka, Jadowska, i tak dalej, i tak dalej). Cóż lepiej świadczy o naszej potędze? ;)