:::: MENU ::::

piątek, 24 stycznia 2014

  • piątek, 24 stycznia 2014
Trochę wody upłynęło, śniegu spadło (lol, nie), a dni przemknęło, odkąd pojawił się długo wyczekiwany, gorąco komentowany, obrosły w plotki Sezon Burz Sapkowskiego.

źródło: http://alegro.adspark.pl

Najpierw mówiło się o kontynuacji. Później o zbiorze opowiadań bez Wiedźmina, acz z Jaskrem. Później o Muminkach. A powieść okazała się swego rodzaju prequelem, lecz prequelem z sagą niezbyt mocno związanym.

Cofnijmy się jednak do początków i ustalmy, z czego słynie Wiedźmin jako taki.

Po pierwsze, Saga o Wiedźminie jest najsłynniejszą polską sagą fantasy.

Po drugie, nakręcono na jej podstawie beznadziejny serial i jeszcze gorszy film.


Po trzecie, na jej podstawie powstała znakomita gra The Witcher.

Po czwarte, autor równie często jak ASem polskiej fantastyki (a może nawet częściej) jest w fandomie nazywany bucem.

Po piąte, powstał na podstawie Wiedźmina komiks. Całkiem przyzwoity, ale piszczących fanek nie było.

źródło: http://wiedzmin.wikia.com

Od razu powiem, że Wiedźmina nie lubię. Chyba jedynym, co mi się w powieściach Sapkowskiego podoba, jest jego niepowtarzalny humor i lekkość opisu. Zbiory opowiadań - szczególnie Ostatnie życzenie - trzymają wysoki poziom, ale w sadze akcja coraz mocniej i mocniej odbiega w jakimś bezsensownym kierunku, miesza się, wydarzenia nie mają wpływu na siebie nawzajem...

Przyznaję, może wynika to z głębokiego urazu, mianowicie - w Polsce wszystkim się wszystko kojarzy z Wiedźminem i naprawdę można cholery dostać, kiedy słyszy się, że twój błąkający się po postapokaliptycznym świecie ork-wampir jest podobny do Geralta!

Nie, żebym broniła tu pomysłu orkowampira w postapokaliptycznym świecie, ale - przysięgam! - tego mi nie wytknięto. Wytknięto podobieństwo do Geralta. Bo bohater miał miecz, a nawet dwa.

źródło: http://forums.uesp.net

Wróćmy do Sezonu Burz. Czytałam tę książkę ze stanowiska "nie lubię Wiedźmina". Sięgnęłam po nią, żeby móc ją zjechać z czystym sumieniem przed znajomymi i upewnić się, że od kompletnie beznadziejnej Żmii nic się nie zmieniło.

No i różowiutkie pośladki, bo Sezon Burz mi się spodobał, nawet bardzo.

Akcja jest poprowadzona porządnie, nad wyraz porządnie, bez zbędnych odskoków na boki. W całej powieści trafiła się może jedna dłużyzna. Sapkowski zachował swój lekki styl i wredny dowcip. To się chwali. Co prawda ja ciągle nie rozumiem, czemu każda dziewka w zasięgu Geralta chce przed nim rozłożyć nogi, ale może wiedźmini wydzielają jakieś podłe feromony?

Jest coś jeszcze - nie ma tu tak wielu nawiązań do dzieł kultury, od których roiło się w sadze. Nie lubię czystego postmodernizmu, jechania intertekstualnością i wiecznego przerabiania motywów na coraz bardziej ośmieszone. W Sezonie Burz autor ośmiesza raczej naszą rzeczywistość. 

Zabawne to. I smutne. I powieści zrobiło na dobre.