:::: MENU ::::

piątek, 7 marca 2014

  • piątek, 7 marca 2014
Zastanawialiście się kiedyś nad plagami, które mogą nawiedzić świat i zagrozić ludzkości? Cóż, być może niekoniecznie, ale twórcy filmów science fiction robią to nagminnie. Co według nich przyczyni się do naszej zagłady?



Roboty


Film Ja, robot oparty jest na opowiadaniu Isaaca Asimova ze zbioru pod tym samym tytułem, traktującego o ewolucji tych... hmmm... stworzeń? Dziełko z 2004 roku robi wrażenie efektami specjalnymi, zgrabnym rozegraniem wątków i niezłą grą aktorską. Łatwo byłoby ten film zniszczyć zbyt dużą dawką amerykańskiego kiczu, szczęśliwie twórcom udało się tego uniknąć.

W zasadzie to nie roboty stanowią tutaj zagrożenie dla człowieka. One go przed nim chronią. A że najgorszym, co może człowiekowi się przydarzyć jest nadmierna wolność, która pozwala mu robić świństwa innym i szkodzić sobie... jak to mówiła pewna podła SI: Moja logika jest niezaprzeczalna. Szkoda, że wnioski niezaprzeczalnie logicznego wywodu są dla ludzkości niewesołe.

Przy okazji tego filmu nie sposób pominąć pewnej istotnej kwestii. Trzech Praw Robotyki, wymyślonych przez Asimova i uchodzących wśród twórców sf za najważniejsze przy wszelkich pracach nad sztuczną inteligencją. Robot nie może skrzywdzić człowieka ani pozwolić, by człowiek został skrzywdzony. Tak brzmi pierwsze, najważniejsze prawo. Patrząc na to, do czego obecnie wykorzystuje się choćby bezzałogowe drony i posługując się niezaprzeczalną logiką... tak. Wnioski znowu nie są zbyt wesołe.

Tytuł tego fragmentu powinien chyba jednak brzmieć "człowiek".



Zombie


World War Z to sympatyczny film, ale horror co najwyżej średni, więc podchodzenie do niego jak do takowego mija się z celem. Już lepiej zobaczyć pierwszy sezon Walking Dead, gdzie faktycznie mamy grozę niewielkiej grupki ludzi walczących z masowo występującymi bestiami. W dziele Marca Forstera sporo scen ma miejsce w blasku dnia, na dobrze wyposażonej jednostce wojskowej, finał rozgrywa się zaś w czyściutkim i pięknie oświetlonym centrum WHO. Mimo to na fotelu parę razy podskoczyć można.

Na plus zaliczyć należy kreację głównego bohatera, który nie jest nawalającym z wielkiej giwery, mniej muskularnym Rambo. Ani szlachetnym herosem, poświęcającym się dla ludzkości. Ten tutaj przynajmniej ma osobisty powód, żeby się przejąć (rodzinę).

Najgorszą wadą filmu są natomiast nielogiczności, dość liczne. Momentami bohaterowie przemieszczają się z miejsca na miejsce bez ładu i składu, kilkakrotnie też można poważnie zwątpić w ich możliwości intelektualne.



Kosmici


W porządku, to może i nie jest propozycja równie poważna jak dwie poprzednie, ale ja naprawdę bardzo ten film lubię! Co jest najlepsze w The Avengers? Że ze względu na komiksowe potraktowanie tematu, człowiek nie łapie się za głowę, że znowu kosmici, znowu wyglądający jakoś idiotycznie i znowu w Ameryce. W ogóle się nad tym nie zastanawia, nie podaje w wątpliwość sensu walki z pomocą ziemskich technologii z czymś, co jest w stanie przebyć miliardy lat świetlnych i tak dalej.

Dwa poprzednie filmy miały po jednym dobrym aktorze. Ten ma samych znakomitych. Po obejrzeniu Iron Manów, a przed Avengersami, nie spodziewałam się, że ktoś zdoła przyćmić na ekranie Starka. Ale kurde... wiecie, co zrobił Mark Ruffalo? Zagrał najlepszego Hulka w historii Wszechświata. Właśnie w tym filmie. A wspólne sceny jego i Downeya to arcydzieło.

Niepoważny? Może. Ale za to zajebisty. Tyle mam do powiedzenia o The Avengers.