:::: MENU ::::

piątek, 14 marca 2014

  • piątek, 14 marca 2014
Legenda horroru, mistrzostwo japońskiego kina grozy, urosłe u szczytu sławy do zjawiska społecznego, gdy jeden telefon we właściwym czasie przysparzał całe bandy znajomych, zwłaszcza nastoletnich, o długi tydzień strachu.

Ring.

Nasuwa się oczywiste pytanie - po co czytać książkę, na podstawie której powstał doskonale znany horror? Sięgając po Ring, bardzo poważnie zastanawiałam się, czy to w ogóle ma sens, czy może mnie przestraszyć zagadka, której rozwiązanie znam. Po lekturze mogę powiedzieć jedno. O, tak. Może mnie przestraszyć. Może mnie cholernie przestraszyć.


Koji Suzuki to pisarz znany z horrorów czy może raczej - z ich adaptacji. Oprócz Ringu napisał też powieść Hanogurai mizu no soko kara, na podstawie której powstał niepokojący film Dark Water. Ten twórca pisze na sposób mocno nowoczesny, odrzucając wytyczne tradycyjnej literatury japońskiej, jej powolny bieg bez wyraźnie zaznaczonych części i celu, mający jedynie na celu przebudzenie w odbiorcy pewnych uczuć i wrażeń. W tej chwili nie jest to nic dziwnego - tak jak nas fascynuje kultura japońska, tak Japończyków fascynuje europejska. Wniosek z tego jedynie taki, że Ring jest powieścią naprawdę dla wszystkich, typowo rozrywkową i w pełni zrozumiałą bez znajomości rozbudowanej metaforyki wschodu.

Zaskoczyły mnie istotne różnice między filmem a książką. Bohaterem Ringu jest bowiem mężczyzna. Dziennikarz, który - w towarzystwie swojego dość psychopatycznego (przynajmniej z pozoru) przyjaciela... nazwijmy ich relację przyjaźnią z braku lepszego słowa... walczy o życie swoje, jego, a później także żony i córki. Początkowo jest dość irytujący... to znaczy, cały czas jest dość irytujący. Obawiałam się trochę, że zmiana ta pozbawi powieść tragicznego rysu rozpaczliwej walki matki o życie dziecka, ale okazało się, że rozpaczliwa walka ojca i męża o życie bliskich też wypada znakomicie.

W książce brak efektownych, filmowych scen. Słowem: nie, Sadako nie wychodzi z telewizora. W ogóle jej nie ma na kasecie, bo samo nagranie filmu też jest wyjaśnione w sposób odmienny. Brak natomiast w adaptacji najważniejszej myśli Ringu - starcia naukowego podejścia do życia ze zjawiskami paranormalnymi i wskazania, że te dwie rzeczy się nie wykluczają. Suzuki połączył je w klątwę - pomysł genialny w swej prostocie.


Czy zatem cokolwiek łączy film i książkę? Tak. Duszna, gęsta atmosfera, poczucie nadchodzenia nieuniknionego, dławiące napięcie. Ring ma klimat, przytłacza atmosferą grozy, nie brutalnością. Robi to po mistrzowsku.

Na zakończenie ciekawostka - Suzuki zagrał mniejsze lub większe role we wszystkich filmach na podstawie swoich powieści, z wyjątkiem Ring Virus.


* * *

Teraz przerwa na aktualności. Dziś na dobre startuje IEM Katowice 2014 i przynajmniej na pierwszy dzień rozgrywek się wybieram, a mam nadzieję, że także na pozostałe mi się uda. Jeżeli czas pozwoli - za tydzień relacja :)