:::: MENU ::::

piątek, 2 maja 2014

  • piątek, 2 maja 2014
Z tego miejsca od razu zapowiem, że moja opinia o następnej Retrospektywie za tydzień się nie pojawi, bo brnę przez to tomiszcze powoli i z bólem. Głównie przez brak czasu, inne lektury i ogólnie czynniki zewnętrzne, które ostatnio odciągają mnie od wszystkiego, co ma jakikolwiek sens (pilnie studiuję, proszę państwa, opcjonalnie nawet pilniej gram w gry lub śpię).


Przyznać muszę, że Żeglarze nocy wypadają w porównaniu z poprzednim tomem znacznie lepiej. Co prawda całość nie broni się już nowatorskością formy, dykteryjki Martina o jego pisarskich perypetiach są jakby nudniejsze, no i... cóż, to zdecydowanie najgorsze... SCENARIUSZE? Przepraszam, ale nie lubię ich czytać. A tutaj połowa książki jest zapchana rzeczonymi i dziękuję bogom wszystkich religii, że ten egzemplarz nie był "kupny". Zabawne jak śmierć Neda Starka, panie Martin.


Mniejsza o Tufa, nigdy go nie lubiłam i chyba nie polubię. To zbyt zdziwaczały bohater, chociaż opowiadania o nim są fabularnie przemyślane i mają niezłe twisty.

Nie brakuje też w zbiorze tekstów nie tyle nawet miałkich, co rozpaczliwie zwyczajnych i przeciętnych. Nie z tego świata i Pamiątka po Melody, chociaż bez wątpienia sympatyczne, nie zapadają w pamięć w żaden sposób, nie przynoszą głębszych przemyśleń, co najwyżej pokazują jak bardzo poprawił się warsztat Martina od czasów jego pierwszych literackich prób.

Trupiarz z kolei to hybryda horroru i sf, których zresztą w tym tomie nie brakuje. Mam z oceną tego tekstu pewien problem. Z jednej strony, świetny koncept - operatorzy trupów, no po prostu WOW, dlaczego wymyśliłeś to przede mną, człowieku? (Bo ja bym w życiu na to nie wpadła - simple as that.) A z drugiej, wypływają tu na pierwszy plan... miłosne problemy bohatera. Ja generalnie lubię obyczajówkę i nie mam nic przeciwko byciu odrobinę emo, zwłaszcza w literaturze, ale ten tekst jest długi, kompletnie nic się w nim nie dzieje i  można odnieść wrażenie, że genialna idea została pogrzebana pod warstwą psychologiczną. Rozbudowaną, a jednak płytką, paradoks taki.

Rzekomo genialne Piaseczniki to też tekst, który, szczerze mówiąc, nie powalił mnie na kolana. Jest bardzo dobry i słusznie należały się za niego autorowi nagrody i aplauz. Ale spodziewałam się czegoś więcej, prawdopodobnie z powodu narosłej wokół opowiadania legendy geniuszu.

Przejdźmy teraz do tego, co czyni tę Retrospektywą lepszą od poprzedniczki, bo na razie głównie narzekam. Są to trzy teksty.

Człowieka w kształcie gruszki i Małpią kurację zaliczyć można do opowieści niesamowitych, horrorów przedstawiających zjawiska prawdziwie niewyjaśnione. Kurczę, te opowiadania mnie przeraziły. Są znakomicie napisane, wciągające i wywołują dreszcze. Najzwyczajniejsze w świecie perełki horroru. Najlepsze w zbiorze.

Znakomitym tekstem są także Żeglarze nocy, nowela, której całość zawdzięcza podtytuł. Duszna atmosfera ciasnego, kosmicznego statku, zagadka, żywi bohaterowie, eksploracja nieznanego, krwawy, okrutny finał... rozbudza wyobraźnię, chociaż koncept, stojący za całością, nie jest tak dopracowany jak w dwóch poprzednich tekstach. Żeglarze wykorzystują ogrom swojego potencjału, ale nie cały.

To w zasadzie nie jest dobry zbiór. Zawiera jednak trochę znakomitych opowiadań i dla nich naprawdę warto po niego sięgnąć.

* * *

W Lost&Found Megazine pojawił się mój tekst, Odcienie pustki. To darmowa, ale niezwykle profesjonalna publikacja, po którą warto sięgnąć. Dostępna także wersja angielska.