:::: MENU ::::

piątek, 16 maja 2014

  • piątek, 16 maja 2014

Murakamiego można kochać, Murakamiego można nienawidzić, ale nie przechodzi się obok Murakamiego obojętnie - to cała prawda o prozie najbardziej poczytnego japońskiego autora naszych czasów. Jego powieść Kafka nad morzem nie odstaje w żaden sposób od innych, które stworzył. To psychodeliczna opowieść o zwyczajnych sprawach, które w prozie Murakamiego nabierają nadzwyczajności. Słowem, wszystko, co znamy i kochamy.

Kafka nad morzem to historia o chłopcu, który uciekł z domu i znalazł sobie miejsce do życia w niewielkiej miejscowości, konkretniej zaś - we wspaniałej, historycznej bibliotece, która tam się mieści. Powieść dotyka problemu dojrzewania, powolnego i bolesnego, ale nie jest to jedyna jej tematyka. Wątków, którym warto się przyjrzeć, jest więcej.

Poza Kafką i jego perypetiami mamy więc kobietę, bez przerwy od lat zakochaną w zmarłym już - w głupi, przypadkowy sposób - narzeczonym. Przeszłość ciągnie się za nią jak cień i przyczynia się w końcu do jej śmierci, nie istnieje żaden sposób, aby się od niej uwolnić.

Mamy niedorozwiniętego staruszka, który popełnia morderstwo, chcąc ochronić pewnego Kota przed straszliwym złem. Później, w wyniku tej zbrodni, podąża zaś w długą podróż po kraju, bowiem już nie tylko los jednego stworzenia, ale całej rzeczywistości spoczywa na jego barkach.

Wreszcie, mamy przystojnego, młodego człowieka, który nie jest kobietą ani mężczyzną. I chociaż w całej książce przewija się jak zły sen wątek tolerancji, czy może jej braku, o który łatwiej we współczesnym świecie, to przy tej postaci widać go najlepiej.


Wciąż, bez względu na to, ile jego książek przeczytam, zachwyca mnie język Murakamiego, który potrafi zmienić najprostsze czynności w mistyczne rytuały. Plejada stworzonych przez niego postaci zapada w pamięć. Wszystkie mają swoje słabości, nieraz przeważające nad atutami i muszą sobie z nimi radzić. Robią to z godnością, w sposób godny podziwu.

Dobrze jest też w prozie Murakamiego odnaleźć nurty dawnej literatury japońskiej, gdzie opowieści po prostu się dzieją, splatane z ciągów przypadkowych wydarzeń, płynące pozornie donikąd, lecz przynoszące czytelnikowi zadumę. Lubię taką spokojną literaturę. Dobrze, że jest dla niej jeszcze trochę miejsca na świecie.