:::: MENU ::::

sobota, 7 czerwca 2014

  • sobota, 7 czerwca 2014
Zabawne jak pokrętnymi drogami czasami człowiek poznaje twórczość autorów. Na Borisa Akunina trafiłam w prostej linii od literatury japońskiej, bo ten człowiek - nazywający się w rzeczywistości Czchartiszwili - to ważna postać, jeśli o jej tłumaczenia na rosyjski chodzi. (Nie wiem, dlaczego interesują mnie takie rzeczy jak tłumaczenie japońskich książek na rosyjski, bo o obu językach wiem w zasadzie tyle, że ładnie brzmią.)


W dodatku, żeby było jeszcze dziwniej, pierwsza powieść Akunina, która wpadła mi w ręce jest dla niego dość nietypowa. Zasłynął jako twórca tekstów mocno osadzonych w historii Rosji, zwłaszcza na przełomie XIX i XX wieku oraz kilku rozbudowanych cykli kryminałów. Tymczasem ja trafiłam na powieść z zupełnie innej serii - Gatunków.

Zamysł ciekawy, chociaż na pierwszy rzut oka mocno karkołomny. Tworzenie powieści z różnych gatunków i nadawanie im stosownych tytułów. Czy muszę dodawać, że ja przeczytałam Fantastykę?

Tak, Akunin nie wydaje się specjalistą w dziedzinie fantastyki, to fakt. I powieść też wyszła mu... tak sobie. Jest niezwykle sprawnie napisana. Bardzo przyjemna lektura na letnie popołudnie, do przeczytania w ciągu kilku godzin. Wciągająca, chociaż niezbyt oryginalna intryga - ot, mamy moce psi, kosmitów, bohaterów cudem ocalałych z wypadku... klasyka, można powiedzieć i to taka, z której nie wyciągnięto szczególnie dużo.


Ale za to tło... hm, tutaj jest się czym pozachwycać. Widzimy bowiem zmierzch komunizmu, powolne i bolesne narodziny kapitalizmu. Ludzi, którzy sporo stracili na ważności z powodu zmiany systemu, ludzi, którzy coś tam zyskali i ludzi, którzy się dostosowali. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że Fantastyka jest, wbrew tytułowi, chwilami lepszą obyczajówką niż opowieścią o supermocach.

* * *

Na Szortalu sf wariacja o chińskich tradycjach - Minghun.