:::: MENU ::::

piątek, 18 lipca 2014

  • piątek, 18 lipca 2014
Ten post jest... przeterminowany.

Inaczej tego nazwać nie można. Za oglądanie filmu zabrałam się późno, a po jego wejściu na ekrany kin szalała przecież w internecie prawdziwa burza. Tysiące coverów Let It Go atakowało z każdej strony, fanarty, cosplaye i dyskusje zalały Sieć.

Nawet pogoda przeciwko mnie - lato w pełni, gorąc, że aż miło, a ja zamierzam pisać o Frozen bądź Krainie Lodu, jeżeli ktoś jest fanem polskich wersji językowych.


Żebym jeszcze miała do powiedzenia cokolwiek interesującego. Byłoby lepiej. Ale, niestety, zamierzam chwalić ten film, który już chyba wszyscy widzieli i poznali jego zalety. Bo tak.

Disney przeszedł sam siebie, więc inaczej nie można, jasne?

Dostaliśmy wszystko, czego tylko możemy chcieć od animowanej baśni. Mamy inspirację Królową Śniegu, wyraźną, ale nie wykorzystaną jako schemat fabularny. Mamy wspaniałe tło - ze skandynawskich krajobrazów wyciśnięto dosłownie wszystko. Od piękna lata po mroźne okucia zimy. Sięgnięto także do nordyckich legend i oto niebanalną rolę w filmie odgrywają trolle. Nie wielkie, tępe, gruboskóre paskudy, ale proste, władające magią istoty, niosące pomoc, jeżeli zachodzi taka potrzeba.


Mamy wątek miłosny i to bardzo rozbudowany. Anna, główna bohaterka, zakochuje się bez pamięci w przystojnym (chociaż rudym :)) księciu Hansie, a kiedy bieg wydarzeń zmusza ją do szukania siostry wśród zasp i śniegów, poznaje twardego, oschłego, bardzo przywykłego do zasp i śniegów Kristoffa. Jednym słowem, dziewczyna ma wzięcie. Jest to jeden z bardziej zaskakujących wątków. Dodatkowo z niby prostym, a jednak szokującym zwrotem akcji.

A ścieżka dźwiękowa... och, bogowie. Jasne, wszyscy już znają Let It Go, ale co z pozostałymi piosenkami? Każda jedna jest wspaniała, całość soundtracku została konsekwentnie przemyślana i dopasowana do poszczególnych scen. Co więcej, Disney powrócił do musicalowej tradycji - w przeciwieństwie do Meridy Walecznej, we Frozen piosenki śpiewają bohaterowie. Niby drobna różnica, ale wiele zmienia na lepsze.

Ponadto, Frozen jest na swój sposób bardzo unikalny. Nie ma tutaj w zasadzie antagonisty, z którym walka toczyłaby się przez cały film. Niektórym to przeszkadzało, mnie jednak nie. Świat w końcu nie jest czarno-biały i Frozen dobrze to pokazuje. Na pierwszy plan wysuwa się relacja między siostrami, Anną i Elsą. W ostatecznym rozrachunku ich miłość okazuje się istotniejsza od tej do księcia z bajki.


Oto koniec i bomba, kto nie widział ten trąba!