:::: MENU ::::

piątek, 1 sierpnia 2014

  • piątek, 1 sierpnia 2014
Nie przepadam za narzekaniem na polskich autorów fantastyki. Abstrahując od tego, że nie lubię modnej i zalewającej półki w księgarniach prozy wydawanej przez Fabrykę Słów, uważam że naprawdę nie ma się czego wstydzić. Przyznaję jednak, że zabić mi ćwieka w tej kwestii było do tej pory bardzo łatwo. Wystarczyło zapytać, jakie polskie fantasy polecam.

Od razu mówię, że z czystym sumieniem i bez żadnych "ale", tylko i wyłącznie Kresa. Tak, chyba jestem psychofanem. W następnej kolejności nasuwają się SapkowskiBiałołęckaKossakowskaBrzezińska i inni. Nietrudno zauważyć, że w gruncie rzeczy są to nazwiska znane chyba każdemu i bardziej oczytany osobnik na moje nieco niepewne polecanki machnie ręką.

Na szczęście teraz mam do polecania coś nowego, świetnego i - zbrodnia nieziemska - niezbyt powszechnie znanego. A mowa o Dwóch kartach Agnieszki Hałas i w ten oto sposób znany jest już temat tej notki.


Ktoś kiedyś powiedział mi, że dobra krytyka zaczyna się od wymieniania wad, a kończy na wskazaniu zalet. Siłą rzeczy przejdę więc od optymistycznego wstępu do nieco mniej optymistycznego szukania niedoskonałości. W Dwóch kartach trochę ich niestety jest, chociaż nie rzutują zbyt mocno na odbiór całości.

Największy problem miałam... z fabułą. Teoretycznie intryga w powieści została zarysowana wręcz wzorowo - ktoś zły chce namieszać, posyła swoje sługi, a te doprowadzają do spektakularnego finału. Przynajmniej tak wydaje się na pierwszy rzut oka. Mniejsza już o to, że zło w tej powieści nie jest złem - o tym za chwilę. Intryga, o której mówię, to poszukiwanie kuli z uwięzionymi w niej ognistymi duchami. W całości omija ona głównego bohatera, który w tym czasie próbuje odzyskać pamięć, włóczy się po Podziemiach wraz ze społecznymi wyrzutkami i zjawia jedynie przelotnie pod sam koniec, by trochę zmniejszyć bałagan. W dodatku problemy z kulą kończą się na długo przed końcem książki, zostawiając nas... z niczym.

Poza wątkiem tej kuli, cała fabuła jest poszatkowana na sceny z życia bohaterów. Mag bez wspomnień, odmieńcy, lekarka w biednym szpitalu, snujące polityczne intrygi demony... dostajemy po trochu wszystkiego, lecz rozpaczliwie brak spoiwa, które trzymałoby akcję w szyku dłużej niż przez kilka rozdziałów. Owszem, wszystkie te rozbiegane wątki są interesujące, niemniej chciałoby się jakiegoś ich uporządkowania.


Mam też drobne problemy z językiem. Na początku bardzo mi zgrzytał prosty, suchy styl. Mniej więcej w połowie powieści coś się zmieniło i zaczęłam czerpać z niego autentyczną przyjemność. Być może to kwestia oswojenia się, może po lepszym poznaniu świata nie tęskni się już tak za opisami, a może rzeczywiście coś się zmieniło w warsztacie autorki - nie umiem jednoznacznie określić. Przepraszam, recenzent ze mnie jak z koziej... no.

Natomiast zachwycił mnie sposób wykreowania świata. Dwie karty to rasowe fantasy, jednak cudownie oryginalne.  Obcowanie z unikalnym, bogatym światem, wykreowanym przez autorkę, jest niezapomnianym przeżyciem. Na pozór jego koncepcja to popis prostego dualizmu - mamy magów Srebrnych i Czarnych, co wręcz budzi uśmiech politowania, ale szybko okazuje się, że w istocie kluczową rolę dla bezpieczeństwa całego uniwersum odgrywa równowaga Zmroczy, której strzegą Srebrni. Nietrudno się domyśleć, że aby ją utrzymać, potrzeba egzystencji zarówno dobra i zła, jasnej i ciemnej strony. Stąd w powieści dużo jest szarości, a mało bieli i czerni, zarówno w przedstawieniu motywacji poszczególnych ugrupowań, jak i postaci. W całej książce nie ma nikogo, kto w pełni zasługiwałby na miano sztampowego.

Wśród ogromu postaci przewija się kilka godnych zapamiętania. Przede wszystkim główny bohater budzi w czytelniku sympatię, z miejsca, od razu. Jest po prostu... ludzki w swoim zagubieniu, zachowaniach, wyborach. To całkiem miłe w polskiej fantastyce, gdzie na jednego Geralta przypada setka bezmyślnie młócących mieczami buców o elokwencji pniaka.


Dwie karty to dopiero pierwsza część trylogii. Ich lektura sprawiła mi autentyczną przyjemność i bez wahania stwierdzam, że po dalsze tomy sięgnę z entuzjazmem.