:::: MENU ::::

sobota, 30 sierpnia 2014

  • sobota, 30 sierpnia 2014
Kolejny po Dwóch kartach tom Teatru węży autorstwa Agnieszki Hałas to na prawie wszystkich płaszczyznach bardzo pozytywne zaskoczenie. Pierwsza część serii ofiarowała już sporo. Wprowadziła czytelnika w bogaty, barwny świat, w jego prawa, zakręty i zaułki. Skoro nawąchaliśmy się tutejszych przypraw i zapałaliśmy sympatią do głównego bohatera, nadeszła pora, by dodać szczyptę fabularnego rozpędu.

To właśnie robi Pośród cieni, wolne od największego grzechu poprzedniego tomu, czyli fabularnej niespójności. Tutaj mamy kilka wątków, konsekwentnie poprowadzonych. Krzyczący w Ciemności nie stoi też na krawędzi wydarzeń, ale w samym ich środku, jak na głównego bohatera przystało. Konkretniej - to właśnie na jego gardle coraz bardziej zaciska się pętla nagonki...

Z tym właśnie wątkiem wiąże się chyba najciekawszy aspekt Pośród cieni, którym jest wejrzenie w głąb Srebra i Czerni. Świat przedstawiony jest dobrze znany z pierwszego tomu, w tym jednak wiedza o magii zostaje rozbudowana. Wiadomo, że oba jej rodzaje mają swoją cenę. Teraz mamy okazję ją poznać i przekonać się, że w rzeczywistości Srebro niewiele różni się od Czerni. Inne są jedynie formy płatności i możliwe do uzyskania profity. Cena pozostaje niezmienna.


Jeżeli mam jakiś znaczący zarzut do Pośród cieni, to z pewnością będzie to kreacja bohaterów. W pierwszym tomie mieliśmy parę charakterystycznych postaci. Teraz znaczna część z nich przepadła, zwyczajnie odsuwając się od Krzyczącego w Ciemności. W efekcie postaci ciekawe i jednocześnie mające jakiś wpływ na fabułę można policzyć na palcach jednej ręki. Znaczna część osób rozmywa się i miesza w jedną masę, a trafiły się też intrygujące figury, które występowały przez... rozdział. Albo scenę. Być może odpowiedzialna za ten fakt jest po prostu ilość postaci. Mamy na kartach książki niemały tłum. Szkoda, że w większości dość bezbarwny.

Na szczęście sam Krzyczący w Ciemności nie traci, chyba jako jedyny. Zależności, w które się wplątał, owijają go jak pajęcza sieć. Jego coraz silniejsze uzależnienie od opium to również bardzo ciekawy motyw, dobrze wykorzystany przez autorkę. Nadaje postaci większej głębi i jest jednym z motorów, powodujących jej ewolucję.

Od pierwszego tomu polepszyło się w zasadzie wszystko. Nie da się także ukryć, że ponieważ Dwie karty spełniły zadanie wprowadzenia w świat przedstawiony, czuję się w nim dość swojsko, co także zwiększa przyjemność z lektury. Nie mam wątpliwości, że wszystkim, którym pierwszy tom Teatru się spodobał, drugi przypadnie do gustu jeszcze bardziej.