:::: MENU ::::

piątek, 22 sierpnia 2014

  • piątek, 22 sierpnia 2014
Po długiej przerwie od twórczości George'a R. R. Martina, przebrnęłam wreszcie przez ostatnią część Retrospektywy. Muszę przyznać, że było to trudniejsze niż sądziłam. Pokonało mnie zwłaszcza pierwsze opowiadanie, przez które przegryzałam się równie długo, co przez całą resztę tekstów razem wziętą.

Chodzi o powiastkę z uniwersum Dzikich kart, nieznanej w Polsce serii "powieści mozaikowych", jak ujmuje to sam Martin. Z przykrością stwierdzam, że Bohater w skorupie jest po prostu bardzo słaby. Historyjka o nieciekawym człowieczku, który stał się herosem, nie porywa w zasadzie niczym. Akcja jest niemrawa, bohaterowie w większości nudni, intryga nieciekawa. Zdecydowanie najgorsza pozycja w zbiorze.

Drugi i ostatni tekst z Dzikich kart, Z dziennika Xaviera Desmonda, to imponujący skok jakości. Tekst jest długi i refleksyjny, na swój sposób wręcz poruszający. To opowieść o nietolerancji, pisana z punktu widzenia odmieńca. Martin, który udowodnił niejednokrotnie (choćby postacią Tyriona z Gry o tron), że podobne schematy postaci nie są mu obce, pokazał tutaj klasę.


Kolejna część antologii zawiera misz-masz gatunkowy. Jest to zdecydowanie jedna z najmocniejszych części całej serii. Co prawda Szklane kwiaty wypadają nad wyraz słabo, to tekst, który czyta się tylko po to, by zaraz o nim zapomnieć.

Niezbyt zapada w pamięć także W oblężonej twierdzy, przeróbka Fortecy z tomu pierwszego. Widać poprawę stylu autora, ale w zasadzie tyle. Oba te teksty są dla mnie na równym poziomie pod względem fabuły i kreacji postaci. Martin po prostu nie zdołał akurat tego motywu rozwinąć w interesujący sposób. Trochę nawet szkoda, jednak historia i autor akurat w tym miejscu chyba się rozminęli.

Obrót skórą to długi, ciekawy tekst. Lekko podlany horrorem, trochę gore, przede wszystkim sensacyjny. Z pewnością jest to opowiadanie bardzo dobre, chociaż raczej w klasie fascynujących czytadeł niż dzieł sprowadzających katharsis.


Słabe warianty są na trzecim miejscu, jeżeli o najlepsze teksty w zbiorze chodzi. Obyczajówka o niesamowitym, przepełnionym grozą i poczuciem nieuchronności klimacie. Realnie zarysowane postaci. Wciągająca, chociaż pozbawiona rozmachu akcja.

Równie dobrze i z napięciem czyta się Portrety jego dzieci, psychologiczny horror, który sprawia wrażenie, jakby zastosowano przy jego pisaniu "przepis Kinga": opowiedz o swoich strachach. A może po prostu Martin ma genialne pomysły? Ciężko ocenić, w każdym razie to naprawdę dobre opowiadanie.

Palmę pierwszeństwa tak czy inaczej dzierży Wędrowny rycerz. Widać, że Martin po prostu kocha uniwersum Gry o tron. Barwne, pełne żywych postaci, bogate. Akcja porywa od pierwszej strony, język jest płynny i dopracowany, a koniec wali obuchem w łeb. Niczego więcej nie wypada żądać.


Ogólnie trzeci tom Retrospektywy wydaje się najlepszym. Co prawda nie ma tu takich arcydzieł jak w drugim, całość jest jednak zdecydowanie bardziej wyrównana pod względem jakości.