:::: MENU ::::

piątek, 17 października 2014

  • piątek, 17 października 2014
Zeszły tydzień obfitował w newsy, sypiące się jak grzyby po deszczu, co naturalnie nie oznacza, że zapomniałam o cotygodniowych notkach w tematyce przeczytanych książek. Więcej nawet! Ta jest terminowa! Zachwycona tym zapałem do prowadzenia bloga, przysięgam... ech, a zresztą, pewnie w przyszłym tygodniu znowu go stracę.

Przechodząc do rzeczy.

Jestem w tej sytuacji, czasem radosnej, a czasem trochę mniej, że mam młodsze rodzeństwo. Stąd sięgam czasami po książki dla młodzieży (ten etap czytelniczego rozwoju sama konsekwentnie pominęłam, od bajek o kaczuszkach skacząc do Krzyżaków Władcy Pierścieni). Większość odrzucam z okrzykiem "kysz, maro nieczysta", ale Felixa, Neta i Nikę przeczytałam. I to dwie części.

Młodzieżowe książki Rafała Kosika sprawnie łączą science fiction, horror i przygodę w wydaniu nadającym się dla nastolatków. W Gangu Niewidzialnych Ludzi przeszkadzała mi jednak chaotyczność. Sporo tam było przygód, główny wątek przewijał się jedynie gdzieś w tle. Znalazł koniec końców satysfakcjonujące rozwiązanie, z tym, że długo przedtem czułam się, jakbym brnęła przez zbiór niezbyt powiązanych opowiadań.

Nic takiego nie rzuciło mi się w oczy w Teoretycznie Możliwej Katastrofie. Początek był co prawda rozgrzewką, niepowiązaną zbytnio z tematem powieści, ale już od jednej trzeciej długości akcja nabrała rozpędu, godnego stalinowskiej lokomotywy. Druga część w ogóle jest lepsza od pierwszej. Trochę bardziej dojrzała, czy może - dojrzalej traktująca czytelnika. Widać, że autor pozwolił sobie na nieco większą swobodę w konstruowaniu fabuły, a może zwyczajnie mocniej zżył się z bohaterami i światem przedstawionym. Cokolwiek się stało, wyszło powieści na dobre. No i historyczne smaczki, mniam, mniam.

Żeby nie było już tak strasznie słodko, dodam że Felix, Net i Nika są momentami jak wszystkie młodzieżówki. To znaczy w zasadzie nie stanowi to wady, ale nie trawię moralizacji wprost w niczym, a tutaj trochę się jej uprawia. Rozumiem, co autor miał na myśli, ale wkładanie gimnazjalistom w usta słów wyższości nad innymi gimnazjalistami wypada trochę... słabo? Podobnie jak epilog TMK, cokolwiek zbędny, może i sympatyczny. Na szczęście trudno to uznać za wady przesadnie wielkie. Osoby mniej uczulone prawdopodobnie nic nie zauważą.