:::: MENU ::::

sobota, 4 października 2014

  • sobota, 4 października 2014
Na początek przeee-praaa-szaaam, ale w tym tygodniu nie będzie notki o książkach, przeczytanych przeze mnie. Na otarcie łez powiem, że zabieram się powoli do stworzenia nowej serii notek o klasykach XIX wieku nie całkiem na poważnie. Kiedyś się pojawi. SOON.

Tymczasem dzisiaj w wersji bardzo skróconej - Imladris XIII w Krakowie, który trwa wciąż jeszcze. Niestety, w piątek nie pozwoliła mi przyjechać uczelnia, a do niedzieli zostać sport brata, który w przyszłości powinien zarabiać dość pieniędzy, by mieć prywatnego szofera innego niż ja.

Swoją drogą, to super uczucie, kiedy wejściówkę sprzedaje ci dokładnie ta sama osoba z niebieskimi włosami, co na Polconie.


Imladris jest małym, sympatycznym konwentem, świetnym dla fanów RPG zwłaszcza. Niestety, przybycie w sobotę równoznaczne było z pewnym przetrzepaniem stoisk. Mam jednak podstawkę pod kubek z Ezio Auditore da Firenze, jestem więc spełniona. Wspomnieć warto jeszcze o cudownych, ręcznie wykonywanych pokemonach i porosach od Black Birds Project (do znalezienia na FB).

Tyle w kwestii moich zakupów, teraz trochę o prelekcjach, których - muszę powiedzieć szczerze - nie odwiedziłam zbyt wielu. Z przedstawicielką Konfranterii Rycerskiej odbyła się jedna o łucznictwie wschodnim. Dla mnie, jako laika w temacie, sympatycznie, chociaż zdecydowanie brakło trochę czasu na rozwinięcie tematu. Dla żądnych ruchu i dysponujących czasem, później odbyły się warsztaty praktyczne.

Na Anatomię statków kosmicznych nie udało mi się wejść, dlatego poszłam na spotkanie z Anną Kańtoch. Było odrobinę awkwardowo, jako że zabrakło prowadzących, ale po chwili rozmowa się jakoś potoczyła i pół godziny zleciało nad wyraz szybko.


Ostatnim panelem, na jaki wpadłam, był ten od Genius Creation, czyli mojego wydawcy. Mimo nielicznej audiencji, było niezwykle przyjemnie. Pojawiło się kilka pytań, dużo ciekawych rzeczy miał do powiedzenia zarówno Paweł Majka, jak i niektórzy obecni na sali. No i dziękuję wszystkim, którzy się pokazali!

Ostatnia, ale nie najmniej ważna sprawa - jedzenie. Chociaż Imladris odbywa się na zapupiu niemalże totalnym, knajpa Viking daje naprawdę dobre pizze, a do tych pizz dobre sosy. Tam właśnie przystanęłam na szybki obiad. Co prawda na terenie konwentu były bardzo kuszące kiełbaski, ale w tej kwestii zostałam przegłosowana przez towarzyszki tułaczki.

Żałuję, że mogłam na Imladris jedynie wpaść. Kameralna atmosfera, całkiem przyjemne prelekcje i oczywiście serdeczni ludzie. Żywa definicja małego konwentu.