:::: MENU ::::

poniedziałek, 3 listopada 2014

  • poniedziałek, 3 listopada 2014

+18

Powiem wprost. Dzisiaj będzie o seksie. Trudno pisać inaczej, kiedy film, o którym chce się wspomnieć to Kama Sutra: A Tale of Love. Tytuł dość jasno wskazuje, że wielkiego wyboru nie ma.

Jakoś tak się utarło w zachodniej kulturze, że rozmaite "kamasutry", w wydaniach kieszonkowych, albumowych i wszelkich innych, uchodzą za nośniki treści nader nieprzyzwoitych. W rzeczywistości nie jest to tekst zbytnio ugrzeczniony (ahum), ale z pewnością niepozbawiony głębi. Oraz wartości kulturowej, oczywiście.

Oryginalna, indyjska Kama Sutra jest niejako protoplastą poradników z cyklu Jak żyć?, to znaczy zawiera dotyczące tego tematu rady. Poza erotycznym instruktażem, z którym najmocniej się kojarzy, wyjaśnia także znaczenie miłości w życiu. Zawiera rozdziały dotyczące owocnego szukania dobrej żony oraz takie, które kobiecie zamężnej opisują jej przywileje i obowiązki. Ponadto można znaleźć w tym tekście wskazówki odnośnie zachowania wobec obcych kobiet, porady dla kurtyzan czy bardzo przyziemne instrukcje, zapewniające zachowanie atrakcyjności. Wszystko to przeplatane poezją, w otoczce religijnej filozofii.

Twórcy A Tale of Love bardzo się postarali, żeby mniej więcej odwzorować w swoim filmie wszystkie rozdziały indyjskiego tekstu, jednocześnie nadając mu bardziej fabularną formę. Na pierwszy rzut oka tego nie widać. Poznajemy Mayę i Tarę, dwie przyjaciółki na książęcym dworze, które w dorosłym życiu zostają rozdzielone przez własną zawiść, zazdrość i podłości. Oraz wplątane w miłosny chaos, który w zasadzie dla nikogo nie kończy się szczęśliwie.

W istocie wątki składają się w całość, którą okazuje się Kama Sutra

Oglądając film, mamy niepowtarzalną szansę wejść w świat Indii, zatopić się w tej barwnej kulturze. Bohaterki poszukują w nim miłości. Tara zostaje wydana za mąż, ale nie jest to z pewnością związek szczęśliwy. Mayę czeka wygnanie, w czasie którego spotka prawdziwe uczucie, zniszczone następnie bzdurnymi nieporozumieniami. Wchodzimy także w świat kurtyzan, odwiedzamy burdele, sprzedających młodociane dziewczęta oraz królewskie pałace. A do tego dostajemy tyle scen seksu, zrealizowanych klimatycznie i ze smakiem, że starczy tego na kilka następnych filmów.

Dodatkowym atutem A Tale of Love, przynajmniej w moich oczach, jest Indira Varma, aktorka, którą bardzo lubię i która w tym filmie pokazała cały swój talent. Zagrana przez nią postać Mayi nie należy do prostych - pełna wdzięku, ale nieco próżna; kochająca Tarę i zarazem wściekle zazdrosna o jej uprzywilejowaną pozycję; z wierzchu zimna, w środku wypełniona emocjami; niewinna, lecz zdolna do podłości.

Indyjskie filmy to nie tylko Bollywood. To także nieco ponure, pełne kolorytu produkcje takie jak ta. Chociaż wiekowa, z pewnością jest warta chwili uwagi.