:::: MENU ::::

wtorek, 25 listopada 2014

  • wtorek, 25 listopada 2014

Kiedy ktoś pyta mnie, jaką książkę Kinga bym mu poleciła, bez wahania odpowiadam, że Cmętarz Zwieżąt (albo Smętarz; albo coś z innym jeszcze błędem, zależnie od tłumaczenia). Tym bardziej zastanawia mnie, jak często czytam, że komuś ten tytuł niespecjalnie przypadł do gustu. Wśród wielu fanów Kinga, bardzo mało znam osób, darzących tę powieść sentymentem równie wielkim jak mój.

Być może chodzi o to, że King odchodzi nieco w Cmętarzu od straszenia czytelnika. Przesuwa delikatnie ciężar fabuły. Ona wciąż obraca się w konwencji horroru, bardziej jednak niż straszy, zadaje drażniące, trudne pytanie. Czy gdyby zmarł ktoś, kogo kochasz ponad życie, wykorzystałbyś szansę na wskrzeszenie go? Nawet, jeśli skutki okazałyby się opłakane?

To chyba sprawa, nad którą najpoważniej czytelnik zastanawia się po lekturze Cmętarza Zwieżąt. Czy postąpiłby tak, jak bohater? A może wręcz przeciwnie? Samo przesłanie, które można wyczytać z powieści, nie jest bowiem specjalnie głębokie. Miliardy razy ostrzegano ludzkość przed zabawą w Boga, ale jak do tej pory skutki tej zabawy są zdecydowanie pozytywne. Im bardziej nauka brnie naprzód, tym trudniej takie przestrogi traktować poważnie.

Cmętarz Zwieżąt to jednak nie tylko chwila refleksji i przesłanie, znane już wszystkim z Frankensteina. To także całkiem dobry horror, który potrafi solidnie przestraszyć. Mieszanka indiańskich wierzeń, nieuniknionego fatum, które tutaj ma postać drogi szybkiego ruchu, groteskowych manifestacji zła... wszystko to spada na młode małżeństwo bohaterów. Ciężar wydarzeń odbija się wyraźnie w ich psychice. Są takie momenty, gdy czytelnik zastanawia się, na ile jeszcze starczy im sił.

Powieść nie potrafi nudzić. Znakomity, gawędziarski styl Kinga wystarczy zwykle do nadrobienia niedostatków fabuły. Także tutaj, nawet gdy pojawiają się dłużyzny, trudno to zauważyć bez chwili zastanowienia nad kompozycją całości. Autor prowadzi nas tak sprawnie przez opowieść, że budzimy się z czytelniczego transu dopiero na samym jej końcu. Za to kocham nie tylko Cmętarz Zwieżąt, ale i cały dorobek Stephena Kinga.