:::: MENU ::::

piątek, 7 listopada 2014

  • piątek, 7 listopada 2014
Zdobywa rozgłos w sieci artykuł, który ukazał się ostatnio we Wprost. Pełną wersję przeczytać można za darmo tutaj. Pojawiają się komentarze, że chodzi o sieć Matrasa. Zweryfikować ich prawdziwość jest trudno, jak to zwykle bywa z anonimowymi informacjami w internecie.

Sprawa jest poważna, ale to truizm. Cała sytuacja to idealny przykład, gdy ofiara, zastraszona, zachowywała się w sposób szokująco alogiczny (nie powiedziała o molestowaniu nawet mężowi). Niemniej, koniec końców wszystko trafiło do prokuratury, więc chwilowo nie ma czego roztrząsać. Zwłaszcza że sensacyjna informacja nie jest na razie w żaden sposób potwierdzona.

W drugim linku moją uwagę przykuło - poza meritum sprawy - jedno zdanie: Powiadają, że ryba psuje się od głowy – jeśli zatem jedną z największych firm księgarskich kieruje kanalia, to jaki ma być rynek?

Dziwi mnie taki zarzut. Świat, w którym trzeba być dobrym człowiekiem, żeby odnosić sukcesy w biznesie, jest czystą utopią. W rzeczywistości można być dobrym: prezesem, pisarzem, policjantem, sprzedawcą, mechanikiem, w zasadzie czymkolwiek. A jednocześnie skończonym skurwysynem.

Wolny rynek szczególnie lubi "wilki z Wall Street". 

Konkurencję trzeba bezlitośnie zniszczyć, to chyba zrozumiałe. Zależność jest prosta. Więcej klientów - więcej pieniędzy. Nawet  w małych biznesach można zaobserwować nieustanną wojnę. Toczy się ją na różne sposoby. Najczęstszym jest obniżanie cen, niekiedy aż do granicy opłacalności. Z tym, że to nigdy nie daje zadowalających efektów. Gdy klient płaci mniej, sprzedający mniej zarabia. Gdy brakuje konkurencji, zwycięzca na placu boju może pozwolić sobie na dyktowanie warunków. Dlatego wrogów należy wyrżnąć jak chwasty.

Zaskoczenie, że w takiej sytuacji na czele firm stoją szumowiny, jest czystą dulszczyzną.