:::: MENU ::::

sobota, 29 listopada 2014

  • sobota, 29 listopada 2014
Było niedawno o Halloween. Dzisiaj jest - jakżeby inaczej! - o Andrzejkach. Jakoś tak okres jesienny obfituje w obrazoburcze dla co poniektórych święta.

Historycznie Andrzejki (lub Jędrzejki) są świętem przeznaczonym zdecydowanie dla kobiet, a konkretnie dla niezamężnych dziewcząt. Tej nocy mogły one wywróżyć sobie przyszłość matrymonialną. Chłopcy stanu wolnego mieli własne święto służące w tym celu, czyli Katarzynki, przypadające na przełom 24 i 25 listopada.

Nie jest zupełnie jasne, skąd wywodzi się święto. Niektórzy wskazują na starożytną Grecję, inni dopatrują się w nim odbicia obyczajów germańskich. W Szkocji dzień św. Andrzeja jest wolny od pracy, co czci się w dobrym, starym stylu, czyli żrąc i pijąc do oporu ;)

Początkowo Andrzejki traktowano niezwykle poważnie, a dziewczęta odprawiały wróżby w samotności. Dość powszechne było całodzienne poszczenie i modlitwa, wówczas we śnie ukazać miał się pannie przyszły wybranek. Nieco bardziej długoterminową wróżbą było ucięcie gałązki wiśni lub czereśni. Jeżeli ta zakwitła w Wigilię, jej posiadaczka mogła liczyć na szybkie małżeństwo.

Święto stopniowo traciło jednak na powadze i po pewnym czasie powszechne stało się grupowe świętowanie. Najpierw razem bawiły się jedynie dziewczęta, w naszych czasach Andrzejki są już koedukacyjne i zupełnie niezobowiązujące. Bardzo wiele tradycyjnych wróżb zachowało się do współczesności, jak chociażby lanie wosku, układanie butów, przekłuwanie kartek z imionami. Odpowiednikiem tego ostatniego z dawnych czasów wydają się wszelkie wróżby z psem. A to rzucono zwierzęciu kulki ciasta z zawiniętymi w nie imionami, a to dawano placki. Nawet szczekanie zwierzęcia miało w andrzejkową noc swoje znaczenie. Ze strony, z której dobiegło do uszu dziewcząt, nadejść miał luby.

Nie dajcie się jednak zwieść mojemu opisowi Andrzejek jako sympatycznej zabawy, ten blog prawdopodobnie "podrasowany jest bowiem grubą i realną instrukcją obsługi znanych od tysięcy lat, jak i współcześnie praktyk okultystycznych: spirytyzmu, magii, różnego typu wróżbiarstwa, transów, krystalomancji, numerologii, runów egipskich, telepatii, hipnozy, magii miłosnej, alchemii itp.". No, dobrze, przyznaję że to nie o moim blogu, ale o Harrym Potterze z zawsze niezawodnej Frondy. Oczywiście, HP to propozycja potępiana przez KK wszem i wobec z oczywistych względów, mianowicie uświadamia dzieciom - z których potem wyrastają małe potworki typu... hm, ja - że w niedzielę zamiast do Kościoła można iść do Hogsmeade i przeżyć. Uczy też niebezpiecznych cech typu tolerancja inności (postać Hagrida), wiara w ludzi oraz "nie morduj bezmyślnie wrogów, bo staniesz się jak oni".

Możecie zapytać, co robiłam na tej zacnej, dbającej o duszę nas wszystkich stronce, ale odpowiedź jest chyba oczywista, że szukałam porad, co uczynić wobec grozy andrzejkowego święta. Strona religii, która zabrania wiary w czary, przestrzegająca mnie przed nimi jako przed realnym zagrożeniem, musi w końcu być rzetelna. Po przeczytaniu uroczego artykułu o HP jestem już przekonana, że to ze mną coś jest nie tak. Nieważne, jak intensywnie dźgam łapką na muchy powietrze nad uciążliwym owadem, krzycząc "avada kedavra", on się tym zupełnie nie przejmuje. Dopóki go tą packą nie rozgniotę. Rowling pominęła fakt, że należy różdżką wroga bić, w swoim siedmiotomowym tutorialu okultyzmu.

Dobra, to była dygresja, wróćmy do Andrzejek.

"Należy przyjąć do wiadomości, że zalew rynku czasopismami typu Wróżka, Witch, książkami i filmami promującymi praktyki okultystyczne przynosi smutne żniwo - polskie dzieci nie potrafią oddzielić, co jest niewinną zabawą, a co realnym zagrożeniem duchowym", poucza mnie szanowne grono redaktorskie. Pomijając taką tam drobną manipulację, że Witch to komiks dla dziewczynek, a Wróżka pismo ezoteryczne dla dorosłych i zestawienie ich razem jest z zada, nie znam żadnego dziecka, które by dawało złamanego fucka o jakąkolwiek wróżbę. A wiecie, że mam młodsze rodzeństwo i dzieci znam przez to sporo. Przychodzi mi na myśl tylko jedno radykalne grono, które może chować swoje potomstwo w podobnej ciemnocie. Przed którą przestrzega. Zresztą, kto logicznie myślący połapie się w tej argumentacji?

Podobnież "Dzieciaki spotykające się na andrzejkach bądź dorośli organizujący im ten wieczór traktują wróżby bardzo na serio. Do szkół czy przedszkoli zaprasza się zawodowe wróżki, ewentualnie zawsze znajdzie się jakaś znajoma znajomej, które chętnie i niedrogo sporządzi dzieciom indywidualny horoskop (ucząc dzieci że ich życie nie zależy od nich tylko od gwiazd i planet) bądź ustawi karty tarota (służące do komunikacji z demonami)". Patrz wyżej. I jeszcze, wow, ktoś tu chodzi do burżujskich szkół, że rodzice zrzucają się na wróżkę, kiedy można napisać na kartce kilka imion i poustawiać w klasie buty. Muszę dodawać, że karty tarota to nie telefon i służą zabobonnym do wróżenia oraz medytacji, a także do najzwyczajniejszej w świecie gry jak każda szanująca się talia? "Niestety, takie zabawy przeważnie kończą się zawsze poważnymi problemami duchowymi a czasem pilną koniecznością spotkania z kapłanem - egzorcystą". Zupełnie jak medytacja buddyjska. Halph.

Kontynuujmy zgłębianie radosnej twórczości. "Znaczny procent mieszkańców krajów takich jak Anglia czy Włochy nie potrafi podjąć samodzielnie żadnej ważnej życiowej czy biznesowej decyzji bez konsultacji z wróżkami - oczywiście po uiszczeniu niemałej opłaty". Pytanie o źródło pozostawmy pogrzebane pod miłosierną zasłoną milczenia. Źródła nie są Frondzie potrzebne, bo w walce o słuszną sprawę wystarczy idelololo i wszystko, co pozwala podeprzeć tezę, nawet z palca wyssane. W sensie... autor artykułu nawet nie udaje, że ma jakiekolwiek źródła. Stwierdza autorytarnie fakt. Jest księdzem, to pewnie wie.

To już dwa powody dla odwołania Andrzejek! O trzecim - tym, co napisano w Biblii - jest jeden, króciutki akapit. Fronda wie bowiem, że Pismo Święte ma dla katolików marginalne znaczenie przy ocenie ich czynów... och, wait.