:::: MENU ::::

środa, 5 listopada 2014

  • środa, 5 listopada 2014
Wyobraźmy sobie planetę, na której nigdy nie zapadają ciemności. Taką, która ma sześć słońc i zawsze na niebie jest co najmniej jedno. Żyjący tam ludzie lękają się mroku tak śmiertelnie, że nawet kwadrans przebywania w tunelu bez żadnego źródła światła może wywołać u nich szaleństwo.

Tak w przybliżeniu przedstawia się astronomiczna sytuacja Kalgasza, ciała niebieskiego na którym dzieje się akcja powieści duetu Asimov i Silverberg, Nastania nocy.

Już od samego początku, ten z pozoru spokojny układ zdaje się zagrożony. Grupa fanatycznych Apostołów głosi nadejście apokalipsy. Prowadząca wykopaliska archeolog natyka się na ruiny, potwierdzające ich proroctwa. Grupa astronomów odkrywa, że w znanym im maleńkim wycinku kosmosu istnieje niezaobserwowane ciało niebieskie, które w najbliższym czasie doprowadzi do zaćmienia.

Bum. Tak oto wali się cywilizacja.

Kilka rzeczy naprawdę zafascynowało mnie w tej pozycji.

Po pierwsze, nad wyraz zgrabne przemieszanie gatunków. Oto świat zupełnie odmienny od naszego, kraina rodem z nietypowego fantasy. Podejście do tematu z rasowej fantastyki naukowej. Najbardziej emocjonująca część książki - kompletna postapokalipsa.

Po drugie, wojna między nauką a religią. Obserwujemy takową nawet w dzisiejszych czasach, więc nie jest to temat nieaktualny. Sam Asimov, jako zdeklarowany humanista i ateista, opowiada się raczej po stronie nauki, przynajmniej teoretycznie. Bo koniec końców, to nie nauka tryumfuje. W ogarniętym chaosem świecie, silniejszym od intelektu spoiwem okazuje się religijny mistycyzm. Apostołowie mają szansę spoić cywilizację Kalgasza, niczym Kościół Katolicki europejską po upadku Rzymu.

Po trzecie, głębokie przekonanie, że ciągle jeszcze wiemy niewiele. Niczym astronomowie z Kalgasza, znamy tylko niewielki wycinek rzeczywistości. Tak jak im, nam również zdaje się, że pojmujemy ten fakt. Prawdopodobnie nigdy nie zostaniemy skonfrontowani z dowodem na naszą ignorancję i związane z tym szaleństwo nam nie grozi. A może przekroczyliśmy już ten etap, gdy "wiem, że nic nie wiem" nie było oczywistością?

Po czwarte, warto wspomnieć, że Nastanie nocy jest rozwinięciem opowiadania pod tym samym tytułem. Genialnego, dodajmy. The Science Fiction Writers of America uznało je za najlepsze sf napisane kiedykolwiek. Był to też jeden z pierwszych tekstów w nurcie fantastyki społecznej, skupionej nie na efekciarstwie, ale ludzkiej naturze.

Z tego właśnie powodu, Nastanie nocy pewnie nie spodoba się miłośników fajerwerków i odmóżdżającej rozrywki. Ja czytałam je jak szalona, z napięciem i błędnym wzrokiem. To jest naprawdę świetna powieść na podstawie naprawdę świetnego opowiadania. Jeżeli ktoś czuje, że nie zdoła zdzierżyć dłuższej formy o tego typu tematyce, powinien sięgnąć chociaż po krótszą.