:::: MENU ::::

sobota, 22 listopada 2014

  • sobota, 22 listopada 2014
Oprócz odwiedzenia Spodka, na krócej nawet, niż planowałam, udało mi się dzisiaj dokonać zakupu, na który ostrzyłam sobie zęby od dawna. Proszę państwa - oto Presio, czyli Prestigio PER3664BC. Proszę, nie pytajcie o dziwny, a podejrzany fetysz nadawania sprzętowi elektronicznemu imion. (Telefon nazywa się zwyczajnie, bo Nokia, laptop jest po prostu Hapekiem, chociaż poprzedni wabił się Tosiek, zaś etui na smartfon to Harald... tak na przyszłość.)


Jak widać, Presio jest czytnikiem e-booków, raczej tanim modelem z firmy nie słynącej z jakości. Przyznam, że miałam pewne obawy, wybierając go, a nie Onyxa. Zwyciężyła jednak jakość obudowy i wymiary, Presio jest bowiem prawdziwym anorektykiem i nie waży właściwie nic. To mój drugi czytnik (pierwszy z e-inkiem), a ponieważ generalnie nie rzucam sprzętem, mam nadzieję, że trochę przetrwa. Wyposażenia w wodotryski brak, z racji tego, że po prostu mi niepotrzebne.

Opowiedzieć mogę tylko o swoim pierwszym wrażeniu, a to jest bardzo pozytywne.

Ekran co prawda mógłby mieć lepszy kontrast, ale nie jest źle. Zdjęcia są dosyć wyraźne mimo że czarno-białe. Czytnik oczywiście radzi sobie ze standardowymi e-bookowymi formatami, a także, o dziwo, z PDFem. Tym ostatnim nad wyraz dobrze. Od razu poszczułam biedaka Grabarzem Polskim, wiedząc od znajomych, że niektóre czytniki robią z czasopisma kaszanę... i da się czytać. Na prostsze, "książkowe" PDFy wręcz przyjemnie się patrzy.

Obawiam się trochę licznych opinii o awaryjności sprzętu, chociaż ten model wybija się raczej pozytywnie na tle rodzeństwa, a przynajmniej tak wynika z internetowych recenzji. Cóż, jeżeli się zepsuje, dam znać.

Presio ma jedną istotną wadę, mianowicie jest dość powolny. Nie zawiesza się, ale naturę ma zdecydowanie flegmatyczną. Na plus zaliczam fakt, że chociaż obładowałam go już książkami, włącza się w niezłym tempie.