:::: MENU ::::

czwartek, 20 listopada 2014

  • czwartek, 20 listopada 2014
Pisałam niedawno - bez zachwytów - o Stanie się czas Andersona i dzisiaj również będzie notka o powieści tego twórcy. Trzy serca i trzy lwy są książką znacznie lepszą, może ponieważ połączyło się tutaj wiele pasji i doświadczeń twórcy. Akcja rozpoczyna się i kończy w Danii, którą odwiedził kiedyś Anderson, okupowanej przez siły niemieckie w czasie II wojny światowej. Tekst to w znacznej części heroic fantasy, co pozwala autorowi zarazić czytelnika historyczną pasją, którą, a jakże, przejawiał.

Zaraz, zaraz. Początek i koniec w Danii? Heroic fantasy? Ano właśnie tak, gdyż w wyniku pewnego tajemniczego zjawiska, bohater przenosi się do innej rzeczywistości. Baśniowej wersji naszej Europy, gdzie dobro i zło ścierają się ze sobą, a on musi wybrać, po której stronie się opowiedzieć.

Intrygujące jest, jak autor prowadzi fabułę. Dostajemy bowiem tak naprawdę tylko fragment całej historii. Wrzucony w obcą rzeczywistość Holger musi odnaleźć pewien artefakt, a Trzy serca i trzy lwy opowiadają właśnie o tym poszukiwaniu. O wszystkich innych wydarzeniach przed ponownym powrotem bohatera do Danii dowiadujemy się zaledwie ze wzmianek. Z jednej strony pozostawia to silny niedosyt, z drugiej - oszczędzona zostaje nam spora ilość tekstu, który i tak niczym by nie zaskoczył.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że powieść tak czy inaczej nie oferuje nic ciekawego, jest bowiem zbudowana na utartym schemacie. Dobro i zło również zostają bardzo jasno określone. Świat pełen jest dziwnych stworzeń oraz stworów. Słowem, mamy typowy quest w typowej rzeczywistości. Niemniej akcja bardzo wciąga. Prawdopodobnie przez piękny język, jakim napisano Trzy serca oraz niebagatelne kreacje bohaterów. Wśród tych drugich szczególnie wyróżniają się: zagubiony w obcej krainie Holger i jego najlepszy przyjaciel, nawrócony Saracen.

Jeszcze odrobinę o przesłaniu. Zostaje ono bardzo spłycone tym, jak jednoznacznie Anderson określił dobro i zło w swojej powieści. Sama idea walki w pewnej rzeczywistości o losy świata w zupełnie innej, jest fascynująca. Zadania, które Anderson stawia przed swoim herosem, nie wymagają młócenia mieczem, ale raczej pewnej niezłomności charakteru. Dobrze pokazuje to scena, w której Holger kuszony jest przez wodnicę - i niemal tym kuszeniom ulega. Nie siła fizyczna i ostry miecz prowadzą do osiągnięcia celu, ale spryt oraz szlachetne serce. To drugie ponad wszystko.