:::: MENU ::::

środa, 12 listopada 2014

  • środa, 12 listopada 2014
Shingeki no Kyojin to chyba najbardziej mainstreamowy (w sensie: widziany prawdopodobnie przez wszystkich) tytuł w ciągu Tygodnia z Anime, może z wyjątkiem Death Note. Na tyle jednak dobry, że pominąć go byłoby zaniedbaniem.

Anime bardzo powoli nabiera rozpędu, tylko po to, żeby wreszcie zalśnić jak diament. Z jednym zastrzeżeniem. Jeżeli brak wyjaśnienia, dlaczego sytuacja wygląda tak, a nie inaczej, was wkurza... odpuśćcie sobie. W tym przypadku nawet bohaterowie nic nie rozumieją.

Ludzkość żyje zamknięta za potężnymi murami. Poza ich obrębem, czyhają na nią Tytani - wielkie humanoidy, które ignorują wszystko, poza człowiekiem. Tego ostatniego pożerają. Czemu? Cholera wie. Specjalne oddziały próbują to odkryć. Efektem jest masa krwi i zwłok, rozerwanych, dymiących oraz zjadanych. Do bohaterów najrozsądniej podejść tak, jak do postaci z Pieśni Lodu i Ognia. Złożyć, że na pewno zginą. Nie przywiązywać się, chociaż to diabelnie trudne.

Na pierwszy rzut oka sytuacja w anime jest bardzo stabilna. Ludzie w środku murów, Tytany na zewnątrz. Wszystko jednak szlag trafia, bo okazuje się, że mury wcale nie są pewną ochroną.

Kilka pierwszych odcinków nudzi. Owszem, świat fantasy, z którym mamy do czynienia, jest raczej nietypowy, a dzięki temu ciekawy. Fabuła jednak wpisuje się idealnie w bohaterskie schematy. Główny protagonista, Eren, drze się po japońsku w odpowiednio częstych atakach determinacji; był świadkiem śmierci matki; łaknie zemsty; okazuje się, że jest... OMG, WTF.

Pytania pojawiają się i błyskawicznie mnożą. Pierwszy sezon zostawia nas z mętlikiem w głowie, bez perspektyw na odkrycie prawdy, serwując na samym końcu... nową zagadkę.

Znakomita animacja. Akcja. Krew. Brutalność. Śmierć za każdym rogiem. Przeczucie wielkiej intrygi. Rozbudowana warstwa psychologiczna.

Tyle pozytywów.

SnK wbrew pozorom nie jest wolny od wad. Niektóre zwroty akcji są rozpaczliwie oczywiste dla oglądającego. Zdarzają się też, zwłaszcza w pierwszych odcinkach, fragmenty, które potwornie nużą. Sama podchodziłam do anime kilkakrotnie, nim wreszcie dotarłam do miejsca, gdzie naprawdę mnie wciągnęło.

Warto jednak przetrawić wstęp, bo to, co dalej, jest znakomite.