:::: MENU ::::

sobota, 15 listopada 2014

  • sobota, 15 listopada 2014
Zupełnie przypadkiem, szukając grafik, dowiedziałam się, że Serial Experiment Lain to po polsku Wirtualna Lain. Rodzime tytuły jak zawsze bardzo dziwne.


Jeżeli miałabym odpowiedzieć na pytanie o moje ulubione anime, Lain byłoby prawdopodobnie pierwszym, jakie przyszłoby mi do głowy.

Zarazem ciężko mi sklecić sensowną notkę na jego temat. To cyberpunk. Pokręcony, momentami przerażający, w całości stojący klimatem. Dziwaczny, inny od większości anime twór. Kilkuwarstwowy. Mamy fabułę, która stopniowo splata się w sensowną całość, klocek po klocku. I nastrój. Jakieś podskórne wrażenie, budowane przez kolejne elektroniczne dźwięki, spojrzenia, oszczędną muzykę, psychodeliczne sceny. Nieopisane uczucie niepokoju, które towarzyszy nam w czasie oglądania kolejnych odcinków i pozostaje na długi czas po ukończeniu całości.

Chociaż Lain powstało w 1998 roku, jego wymowa jest dzisiaj nawet bardziej aktualna niż w roku premiery. Wszak to właśnie teraźniejszą rzeczywistość oplata ściśle Sieć, tworząc niemalże osobny wymiar. Lain stawia pytanie, do czego dojdzie, jeżeli granica między światem namacalnym i cybernetycznym zupełnie się zatrze. Oprogramowanie przyoblecze się w ciało, śmierć będzie drogą do nieśmiertelności, a zmiany w Sieci doprowadzą do modyfikacji rzeczywistości.

Nawet, jeżeli dziś trudno już uznać te rozważania za nowatorskie i odkrywcze, Lain ciągle warto obejrzeć. Pomimo podstarzałej kreski i animacji, to wciągający, dający do myślenia serial. Trudno uznać go za rozrywkowy, ale jeżeli raz poddamy się jego nastrojowi, anime nas wciągnie. Zupełnie jak Sieć.