:::: MENU ::::

niedziela, 16 listopada 2014

  • niedziela, 16 listopada 2014

Istnieje pytanie, czy jest jakikolwiek sens pisać o Death Note. No bo naprawdę, każdy, kto lubi anime, musiał o nim przynajmniej słyszeć. Wiele osób właśnie od opowieści o morderczym notesie zaczynało swoją przygodę z chińskimi bajeczkami. A jeżeli kogoś anime nie obchodzi, to zwykle o nim nie czyta.

Znam jednak jeden, bardzo dobry powód, aby o Death Note tutaj wspomnieć. To wspaniała okazja, żeby bezkarnie pospamować gifami z Lawlietem.


Naprawdę niewiele jest wśród bohaterów anime osobistości tak interesujących jak L. Genialny detektyw, który ma niebagatelny umysł i... całą masę dziwactw. Zabawnie siedzi, spożywa zbyt wiele cukru, wygląda jak wampir, porusza się niezgrabnie. Szczerze mówiąc, według niektórych teorii, jest zwyczajnie chory. Jego zachowanie zdradza symptomy choroby Gravesa-Basedowa. Dodajmy do tego niepowtarzalny styl bycia i oto mamy najbardziej charakterystyczną postać w historii anime.

Ze wszystkimi tymi cechami, L jest przeciwieństwem Lighta, swojego wroga, a przez dłuższy czas także współpracownika. Ten drugi to nastolatek. Zadbany, lubiany, dobrze się uczący, prawdziwy król pośród rówieśników, ze znakomitymi perspektywami na przyszłość.


L dysponuje wsparciem policji, Light w wyniku przypadku posiadł moc boga śmierci. W praktyce jednak, te dwie, drastycznie na pozór różne postaci, są identyczne. Obaj bohaterowie walczą o sprawiedliwość, chociaż rozumianą inaczej. Obaj polegają przede wszystkim na przymiotach swoich umysłów. Ciąg rozumowania Lighta jest bardzo logiczny, L polega na przebłyskach prawdziwego geniuszu. W ten sposób próbują rozgryźć się nawzajem, jednocześnie udając przyjaźń.


Trochę kryminału, odrobina sensacji, kropelka fantastyki. Twórcy Death Note potrafili wykorzystać obiecujący pomysł, wyciskając z niego wszystko. Anime trzyma w napięciu i zaskakuje zwrotami akcji (jednym zwłaszcza... kto oglądał, ten wie).

Bardzo wiele osób krytykuje koniec serialu. Pojawiła się nawet fanowska wersja, która, szczerze mówiąc, nie przypadła mi do gustu. Tak naprawdę w swojej obecnej formie, Death Note ma przesłanie, którego nie sposób zlekceważyć. Może nam się nie podobać, jest jednak do bólu prawdziwe. Jeżeli dość szybko zorientowaliśmy się, kto w tym pojedynku zasługuje na miano szaleńca, nie możemy ukryć ukontentowanego uśmiechu po napisach końcowych.