:::: MENU ::::

czwartek, 13 listopada 2014

  • czwartek, 13 listopada 2014

Neon Genesis Evangelion w pewnym sensie przypomina poprzedni tytuł, o którym pisałam. Jest jednak anime znacznie starszym i ma odmienną konwencję.

Świat stoi na skraju apokalipsy. Przetrwał już pierwsze zstąpienie straszliwych istot, aniołów, które od tamtej pory regularnie go napadają, by siać zniszczenie. Organizacja NERV walczy z nimi, używając w tym celu mechów, kierowanych przez nastoletnich pilotów.

Podobnie jak w SoK, tu także nie brakuje pytań, zagadek i tajemnic do odkrycia. W zrozumieniu anime całkiem pomocna może być... znajomość Biblii. Twórcy pokazują nam bowiem Apokalipsę, osadzoną w świecie niedalekiej przyszłości, z alegorii przetłumaczoną na technologię i kosmitów. Poza chrześcijaństwem, widzimy nawiązania także do judaizmu, a nawet wolnomularstwa.

Najważniejszym i najlepszym elementem w NGE jest kreacja postaci. Nie znam drugiego anime, które tak głęboko wgryzałoby się w uczuciowość bohaterów. Troje pilotów - Shinji, Rei i Asuka - zostaje rozebranych na części pierwsze. Przeanalizowanych. Dosłownie wchodzimy w ich umysły. Pokrętne, przygniecione potęgą emocji, wpływające na ich walkę z niebezpieczeństwem. Oraz vice versa.

Symbolika nie kończy się na nawiązaniach do religii. Także samych bohaterów można potraktować jako ożywione alegorie. Przykładowo, piloci stanowią ucieleśnienie archetypów zaburzeń osobowości. Unikający Shinji, schizoidalna Rei, narcystyczna Asuka. Można ich także odczytać jako freudowskie ego, id i superego. Interpretacji jest wiele, nie kończą się na głównych postaciach. Dwie panie oficer, Misato i Ritsuko kontrastują ze sobą wyglądem i stylem bycia. Ta pierwsza kieruje się emocjami, głównie pozytywnymi, jakimi darzy pilotów i wiele osób wokół siebie. Druga zawsze chłodno analizuje sytuację, podejmując decyzje z pomocą intelektu.

Nawet nazwiska bohaterów mają swoje ukryte znaczenie, chociaż może mniej poważne niż ich charaktery. W ogromnej części to nic innego jak nazwy okrętów wojennych z czasów II wojny światowej.

Jak na chińską bajeczkę o mechach, jest tego naprawdę sporo, prawda?

W ramach bonusu dostajemy obraz dysfunkcyjnej rodziny. Gendo Ikari, komendant NERVu, to prawdopodobnie najgorszy ojciec, jakiego można sobie wyobrazić. Shinji, jego syn, rozpaczliwie błaga rodziciela o uwagę. Dostaje jedynie jej nędzne strzępy. Ikari, pogrążony w żalu po utracie żony, owładnięty obsesją doprowadzenia swych tajemnych planów do skutku, niemal go nie zauważa.

Jakie to plany? Czy się powiodły? I czy mogłam znaleźć bardziej oklepane zakończenie notki niż retoryczne pytania?

Najlepiej, zamiast nad tym dumać, obejrzyjcie Evangelion.