:::: MENU ::::

sobota, 6 grudnia 2014

  • sobota, 6 grudnia 2014
Wszyscy widzieli już najnowszy teaser Gwiezdnych Wojen, mam nadzieję. Jeżeli ktoś siedział ostatnio pod jakimś kamieniem, proszę:


Minuta oczywiście wystarczy ogromnej ilości osób do prorokowania, jaki to ten film będzie lub nie będzie. Między innymi zrobił to Michał Stonawski na swoim blogu i powiem szczerze, że w pierwszej chwili mnie całość w ogóle nie zainteresowała jako typowy wpis marudzącego Polaka. Tym bardziej, że o ile czasami zajrzę na stronę autora, bo poprzez wspólnych znajomych wskakują mi linki na tablicę, o tyle raczej się z nim nie zgadzam w... właściwie we wszystkim.

Później jednak nadziałam się na - jakby dla odmiany - bardzo interesującą notkę u Rusty Angel, gdzie do bloga pisarza linkowano. Wskazując, że ma on jakiś problem z kolorem skóry szturmowca, który jest - jak zapewne zauważyliście - czarny. Aż się wróciłam i przeczytałam wypowiedź Stonawskiego. Znalazłam też wpis na temat na Reddicie (zresztą, ktoś go wrzucił w komentarzach). Ten ostatni dowodzi głównie, że w szerokim świecie nikt się specjalnie kolorem skóry szturmowca nie przejmuje. U nas jest inaczej, ale wszak Polska hipsterem narodów. Odmienność to u nas w ogóle jakiś synonim apokalipsy, podczas gdy gdzie indziej jest raczej normalna.

Wpis na Fangirl's Guide to the Galaxy (kill me, pls) dotyka sprawy, która mnie interesuje, ale pomęczę jeszcze chwilę biednego Johna Boyegę. Jest trudno, naprawdę trudno, uznać czepianie się tego, że go ubrano w strój szturmowca, za co innego niż rasizm. Nie taki na poziomie Hitlera, ale nasz powszedni rasizm codzienny, zgodnie z którym Murzyn i Cygan kradnie, a "Żyd" to obraza. Nie znajduje to uzasadnienia w uniwersum, klony bowiem powymierały przed The Force Awakens. A ciemnoskórzy w świecie Gwiezdnych Wojen przecież są i byli. Dlaczego, do cholery, nie mieli by być szturmowcami? Pomijając już fakt, że w sumie nie wiadomo, czy Boyega faktycznie gra jednego z nich. Fabularnie bowiem z teasera nic nie wynika, dostajemy tylko zbiór dynamicznych scen i trochę niezapomnianych dźwięków. (Bziuuu! Bzium-bzium! Kszszszsz!)

Jestem Jedi, ale ty i tak powiesz, że szturmowcem, bo widziałeś teaser.

Ktoś palnął głupotę, mniejsza już o to, chociaż pokrętne tłumaczenia, że chodzi o "filmowość" wypadają tak sobie, Trochę to zmiatanie wtopy pod dywan.

Osobiście cieszę się strasznie z Johna w roli szturmowca czy kim tam będzie, bo dostrzegam to, o czym pisze Rusty Angel. Brak mi w popkulturze rasowej i kulturowej odmienności. Czytanie o białych-bogobojnych-szlachetnych-mężczyznach-bryzgających-testosteronem mnie potwornie nuży. Tym bardziej, że ja bardzo lubię patrzeć na czarnoskórych. Wiecie. Na tej samej zasadzie, na jakiej wielu facetów lubi patrzeć na Azjatki. Podobają mi się.

Ale nie mówcie nikomu, że mainuję Luciana, bo jest przystojny i ma zajebisty głos, ok?
Jest silny, mainuję, bo jest silny, wersja oficjalna i już stfu.

Nie tylko zresztą patrzeć. Afrykańskiej muzyki na szczęście jest tyle, że można się zatracić w tamtejszych rytmach, ale literatury brakuje. A już szczególnie literatury fantastycznej, na co uwagę zwróciła Rusty Angel. Niby mogę sobie sama coś napisać, ale bądźmy szczerzy, to nie jest zupełnie równe czytaniu dobrych książek. I co ja w sumie mogę wiedzieć, białoskóry produkt europejskiego przesytu? 

Ech, dużo chciałoby się powiedzieć o tym braku. Pozostaje mi wpatrywać się smętnie w moją pustynną tapetę i polecić wam, żebyście przeczytali notkę na Fangirls's Guide. Przy okazji znajdzie się tam parę tytułów, ciekawych, mam nadzieję.

Jeszcze trochę o "panoszącej się poprawności politycznej", która jest największym debilizmem, jaki internet wynalazł. W tym sensie, że "panoszącą się poprawnością polityczną" jest wszystko, co odbiega od patriarchalno-białej-testosteronowej-no-wiecie normy. Jej wyznawcy czują się tak bardzo poszkodowani. Tak im zagrażają mniejszości. Inności. I w ogóle wszystko. Są jak nasi polscy katolicy. Aż dziwi, że mogą dominować narrację w każdym zakątku internetu, zamiast chować się w bunkrach przed wszechobecnym atakiem na nich.

Inność jest czymś świetnym, barwnym, interesującym. Nikt nikomu nie każe wszystkiego łykać, ale są w popkulturze twórcy, którzy mają odmienne poglądy, fascynacje, doświadczenia. I dobrze, że manifestują je poprzez swoje powieści, filmy, komiksy, whatsoever, zamiast przycinać wszystko do NORMY. To dobrze, że od czasu do czasu można się o coś związanego z popkulturą pokłócić w ramach idelololo. Że nie da się zabijać słoni w Far Cry, bo to niesie jakieś przesłanie, a nawet topornie wyrażone jest lepsze niż żadne. A bez przesłania z popkultury zrobi się twór, o bycie którym posądzają ją przeciwnicy - odmóżdżająca papka.