:::: MENU ::::

środa, 3 grudnia 2014

  • środa, 3 grudnia 2014
Kiedy mając lat trzynaście, postanowiłam sobie, że zostanę pisarzem, oznaczało to pokonanie przynajmniej kilku poważnych trudności. Czy może raczej - staranne wypracowanie cech, które każdy pisarz mieć teoretycznie musi. Nie, nie będzie żadnej wiedzy oświeconej, a tajemnej. Tylko oczywiste oczywistości.
  1. Pisarz musi wymyślić historię.
  2. Pisarz musi sprawnie operować językiem, w którym pisze.
  3. Pisarz musi znaleźć wydawnictwo, które go wyda.
Niestety, dwa ostatnie punkty nie są niezbędne już od dawna. Na rynku nie brakuje bowiem tak zwanych "wydawnictw ze współfinansowaniem". Za odpowiednio zawyżoną opłatą, te wydawnictwa wypuszczają na rynek wszystko. Dosłownie. Nie trzeba znać podstaw gramatyki i ortografii, a fabuła może być, z przeproszeniem, chujowa. Wydawnictwo ze współfinansowaniem nie dba o jakość produktu, bo nie zajmuje się jego sprzedażą. Pieniądze ciągnie od autorów i każdy potencjalny twórca czegokolwiek jest tam witany entuzjastycznie.

Nie da się jednak przeskoczyć pierwszego punktu, a przynajmniej niezupełnie. Bo coś trzeba jednak wymyślić. Choćby największy zbiór bzdur i nielogiczności, ułożonych chronologicznie, które będzie się dało opisać.

No więc otóż, ekhem, gówno prawda.

Już od jakiegoś czasu głośno jest w środowisku o książce Yakuza: Bliźniacza krew, która ukazała się parę lat temu... i okazała plagiatem, bezczelnie zerżniętym z cudzego bloga. Dzisiaj Gazeta Wyborcza opublikowała o tym artykuł, którego tytuł jest tak tendencyjny, że bardziej być nie może. A w dodatku... popiera złodziejkę. Czytamy tam między innymi wypowiedź obrońcy plagiatorki: "Moja klientka nie miała świadomości, że popełnia przestępstwo. Miała wtedy 13 lat. Pisanie książki było dla niej formą terapii. Przenosząc się do innego świata, zapominała o cierpieniu i bólu".

Pisanie.

PISANIE.

Pisanie z pomocą Ctrl+C i Ctrl+V. Dokładnie trzech klawiszy potrzeba, żeby zostać PISARZEM.

Ta sprawa jest oczywista.

Tymczasem w ostatnich dniach miała swoją cichą premierę książka Powietrzny korsarz, oczywiście puszczona w wydawnictwie ze współfinansowaniem i osadzona... w świecie Naomi Novik. Autor zarzeka się, że polskie prawo pozwala na podobną... ekhem... inspirację. 

Tak, właśnie. Pozwala na zerżnięcie cudzego pomysłu tam, gdzie brakuje własnych. A ktoś, mieniący się fanem autorki, postępuje w ten chamski sposób i uważa to za zachowanie kompletnie nienaganne.

Obserwujemy jakiś regres do dawnych epok, gdy ludzie wypuszczali napisane książki za własne pieniądze, a plagiatami nikt się nie przejmował. 

Dzisiaj każdy może zostać pisarzem. Ja, ty, twoja babcia, twój pies (o ile trafi łapą w odpowiednie trzy klawisze).

Na czytelnikach - czyli, de facto, na nas wszystkich - spoczywa teraz ogromna odpowiedzialność. Sami musimy odsiać, co warto czytać, a co nie. Bo wygląda na to, że nikt, poza czytelnikami, nie jest w stanie ukarać zachowań, na które nie powinno być przyzwolenia.