:::: MENU ::::

niedziela, 14 grudnia 2014

  • niedziela, 14 grudnia 2014

Niewyobrażalne, jak bardzo nie potrafię się zabrać do tej notki - bez żadnego konkretnego powodu. Może ponieważ przeczytanie Kwaidanu Lafcadio Hearna było dla mnie ważnym momentem. To w końcu sztandarowe dzieło jednego z moich ulubionych autorów. Podobnie jak pozostałe, przybliża nam orientalny i obcy, japoński świat z ery zmierzchu samurajów.

O twórczości Hearna nawet Japończycy mówią, że jest japońska aż do szpiku i ciężko się z tym nie zgodzić lub napisać coś więcej. Osoby, które czytały już coś z dorobku autora, rozpoznają z daleka charakterystyczny dla niego styl. Suchy, chłodny, klimatyczny, wzorowany na japońskiej prozie, gdzie każde zdanie ma swoją wagę i znaczenie.

Teksty są krótkie i trudno nazwać je z tego powodu pełnoprawnymi opowiadaniami. To raczej szkice, zapis legend, podań i bajd. Nic dla miłośników akcji czy osób szukających misternie skonstruowanych horrorów. Ci, którzy pragną zapoznać się z japońskim folklorem z kolei powinni być zachwyceni, bo niektórych opowieści nie odnajdą nigdzie indziej.

To ciekawe, ale druga część Kwaidanu - Studium o owadach - podobała mi się nawet bardziej niż niektóre z niesamowitych opowieści. Po prostu więcej w niej było autorskiej myśli, a mniej suchego zapisu zasłyszanych historii. Dlatego zdecydowanie odradzam pomijanie Studium. Chyba że naprawdę jesteście ślepi na to, jak wiele łączy człowieka z mrówką.