:::: MENU ::::

poniedziałek, 15 grudnia 2014

  • poniedziałek, 15 grudnia 2014

Przez ostatnie parę tygodni mam prawdziwego pecha do książek. Tytuły, po które zdążyłam w tym czasie sięgnąć, w najlepszym razie uznałam za przeciętne. Nie porywały, nie wciągały, nie zachwycały. Spodziewałam się, że z Dzielnicą obiecaną może być nawet gorzej. Postapokalipsa to nie jest coś, co specjalnie kocham. Szczególnie ta spod znaku Stalkera i/lub Metra, bo te powieści strasznie przypominają mi chińskie zabawki, tak masowym wyrobem, urodą, jak i jakością. Patrząc na to wszystko, należy uznać moje pierwsze spotkanie z twórczością Majki za wypadek przy pracy.

Drodzy Państwo! Jest cholernie dobrze!

Od samego prologu powieść wciąga jak bagno i nie wypuszcza niemal do końca. No właśnie - niemal. Niestety, czytając ostatnie rozdziały, odniosłam silne wrażenie, że autor za bardzo się rozpędził. Dzieje się tam mnóstwo, lecz wszystko opisano zbyt pokrótce. Na podobną przypadłość nie cierpi na szczęście cała reszta Dzielnicy.

Paweł Majka nie serwuje nam tylko i wyłącznie bajeczki o uzbrojonych po zęby gościach, którzy rozwalają stada mutantów. Zamiast tego mamy dwójkę młodych aktorów, zamieszanych w spisek, samotnego Ruska, który zostaje ich przewodnikiem i barwnych najemników, de facto antagonistów. Wszyscy oni budzą sympatię, poza tym to galeria niezwykłych oryginałów. Momentami kuleje niestety kreacja głównego bohatera, ścieżka jego rozwoju jest zaś bardzo schematyczna.

Język całości jest przyjemny w odbiorze. Dzielnica obiecana to zdecydowanie pozycja rozrywkowa i nie natrafimy tam na nic przesadnie wykwintnego. Ale płynna, sprawnie prowadzona narracja to w tym przypadku aż nadto. Barwne opisy świetnie odmalowują postapokaliptyczny świat.

A naprawdę jest co pokazywać. Fakt faktem, w Dzielnicy nie ma metra - ot, taka nasza narodowa przypadłość - ale autor nie potrzebuje go, by stworzyć duszną atmosferę zagrożenia. Polityczne frakcje, wojna ideologiczna, zmutowane twory, niesamowite scenerie - czego chcieć więcej?

Bawiłam się naprawdę przednio, czytając Dzielnicę obiecaną, nie zmienia to jednak faktu, że Majka z sukcesem przemycił w treści książki kilka interesujących rozważań. Kreacja bohaterów, wychowanych w teatralnej trupie, sprzyja zastanowieniu się nad rolą sztuki w ludzkim życiu. Autor wykorzystuje znakomicie tę okazję. Fakt, że rozważania te mają miejsce w erze zmierzchu ludzkości, dodatkowo je pogłębia. Majka wykorzystał to jako punkt wyjścia do dywagacji na temat ewolucji, które nie są już tak ciekawe. Bo w żaden sposób nie dotyczą czytelnika, chociaż bohaterów - i owszem.

Nie mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że po Dzielnicy obiecanej zakochałam się w postapokalipsie rodem z Metra na zabój, ale bez wątpienia była to przyjemna lektura.