:::: MENU ::::

poniedziałek, 8 grudnia 2014

  • poniedziałek, 8 grudnia 2014

Myśląc o dobrej powieści historycznej, natychmiast przypominam sobie nazwisko Bernarda Cornwella. Jego cykl o wojnach napoleońskich jest szeroko znany oraz chętnie czytany, podobnie jak powieści osadzone w okresie arturiańskim czy te o Wikingach. Znaczna część jego dorobku nie jest jeszcze w Polsce wydawana, a szkoda.

Złodziej z szafotu to przede wszystkim wzorowy przykład jak dobrze odrobić zadanie - napisanie powieści. Starannie odmalowane tło historyczne, bohaterowie z krwi i kości, sprawnie wymyślona, chociaż niezbyt skomplikowana intryga. Akcja, akcja, jeszcze raz akcja.

Trudno natomiast zachwycać się językiem. Możliwe, że momentami zawodzi tłumaczka, bo zwłaszcza na początku styl powieści wydaje się sztywny i sztuczny. Braku barwnych opisów nie można jednak zrzucić na karb przekładu. Momentami całość aż prosi się o nieco więcej niż trzy zdania, sklecone w celu pokazania jakiejś sceny.

Tym bardziej, że autor porusza w Złodzieju tematykę interesującą i w dalszym ciągu aktualną. Kara śmierci przez powieszenie ma w powieści swoich przeciwników i zwolenników. Nie brakuje także ludzi, którzy zupełnie ignorują fakt jej istnienia. Cornwell większy nawet nacisk niż na moralność takiego działania wymiaru sprawiedliwości, kładzie na ostrożne ferowanie wyroków. Wskazuje, że najważniejsze jest, aby nie karać niewinnych, co nie było w XIX wiecznej Anglii takie rzadkie. Przynajmniej według treści książki.

Szkoda, że takie rozważania zostały zepchnięte na dalszy plan przez przygody, strzelaniny i barwne dialogi o krykiecie. Gdyby bardziej je wyeksponować, Złodziej z szafotu mógłby stać się czymś więcej niż odprężającym czytadłem.