:::: MENU ::::

wtorek, 23 grudnia 2014

  • wtorek, 23 grudnia 2014

Twórczość Endo Shusaku jest bardzo specyficzna i skoncentrowana wokół niepowtarzalnej tematyki, autor pisze bowiem z perspektywy katolika, wyrosłego z buddyjskiej społeczności. Widać było to już w znanym mi Samuraju, wydanym trzynaście lat przed Głęboką rzeką, którą przeczytałam ostatnio. Tyle że pod wieloma względami Głęboka rzeka jest powieścią lepszą, bo mniej oscylującą na dwubiegunowej skali prawdy i kłamstwa.

Język, którym operuje autor, jest niesamowity. Prosty, pozbawiony ozdobników; zarazem Endo splata w Głębokiej rzece słowa tak, że trafiają prosto do serca. Niezwykły kunszt pióra, który z minimalizmu uczynił arcydzieło.

Szkoda, że tak niewiele owego kunsztu włożono w opisy otoczenia. Głęboka rzeka dzieje się w wielu sceneriach, w większości dla nas egzotycznych. Japonii, Indiach, tylko w niewielkiej części we Francji. W ogóle nie czuć jednak klimatu tych miejsc, nawet Indii, o których dowiadujemy się w zasadzie tyle, że ludzie umierają tam na ulicach i że powietrze śmierdzi. Nie oznacza to, że opisy nie są zadowalające - mamy sztukę, religię, biedę. Niestety, to wszystko zawieszone w próżni.

Szczęśliwie, nie widać podobnej lakoniczności w kreacji bohaterów. Grupa turystów, z których każdy ma swoją przeszłość i cele w podróży do Indii. Każdy z nich jest żywy i prawdziwy; każdy reprezentuje odmienne cierpienia, poglądy, życiowe postawy. A w tle pojawia się Otsu - najważniejszy z bohaterów Głębokiej rzeki. Podobnie do autora, katolik pochodzenia japońskiego. Zagubiony, bez celu w życiu, wyznający wiarę w to, co jest przesłaniem powieści - religijną jedność.

Fabuła wykorzystuje motyw podróży w celu przeżycia katharsis. Realizuje go prawidłowo. W większości przypadków wynikiem tej podróży jest pogodzenie się z samym sobą i własnymi grzechami. Dotyczy to byłego żołnierza i pewnego pisarza. Jest również mąż, któremu śmierć zabrała żonę, nareszcie przeżywający ostatnie stadium żałoby, gotów żyć dalej. I - najciekawsza z nich wszystkich - kobieta, która nie potrafi kochać. Ta postać nie zbacza z raz obranej ścieżki, bo już nie potrafi, dostrzega jednak jej bezsens i bezcelowość. Podobnie kończy się sprawa fotografa, człowieka pustego i skoncentrowanego na sobie, którego nic nie jest w stanie odmienić na lepsze.

Ciekawie rozegrał Endo konflikty, wynikające z odmienności. Oto mamy zderzenie europejskiej religii z japońską kulturą, w egzotycznym dla obu stron kraju.

Najważniejszym z przesłań powieści pozostaje idea, o której już wspomniałam. Wszystkie religie pochodzą z jednego źródła - dla pisarza jest nim Bóg. Uległy modyfikacjom, ale stanowią odgałęzienia jednej niesłychanie głębokiej rzeki, rzeki boskiego miłosierdzia. Tym bowiem jest powieściowy Ganges - początkiem, końcem, przemianą, miejscem odrodzenia i pochówku. Bogiem. 

Buddą.