:::: MENU ::::

piątek, 5 grudnia 2014

  • piątek, 5 grudnia 2014

Czytając Dziewczynkę z balonikami Agnieszki Turzynieckiej, cały czas miałam gdzieś z tyłu głowy Bezdomną Michalak. Ten popis bzdur, nietolerancji, braku zrozumienia i empatii, sprzedawany pod płaszczykiem powieści społecznie zaangażowanej. Książka Turzynieckiej pokazuje, że nie cała polska literatura osiągnęła poziom dna i metra mułu. Że ciągle są autorki, które potrafią pisać rozsądnie na trudne tematy.

Myślę nad różnicą między gniotem i dobrą powieścią, by dojść do wniosku, że Dziewczynka wygrywa brakiem zadęcia. Autorka nie uważa, że może kogokolwiek oceniać. Nie próbuje moralizować. Daje nam nagi obraz depresji, niczego więcej nie potrzeba.

Widać odbicie tej filozofii w języku. Suchy, reporterski styl skupia uwagę czytelnika na wydarzeniach. Fałszywe jest przekonanie, że depresja to nurt ponurych przemyśleń ludzi, którzy nie mają w życiu nic lepszego do roboty. Choroba mocno oddziałuje na wszystko, cały odbiór świata, działania cierpiącego na nią człowieka. Turzyniecka dobrze to pokazała, unikając brnięcia w meandry przejaskrawionych czarnych myśli.

Dziewczynka z balonikami jest bardzo szczera, a jednocześnie nie onanizuje się ohydą. Paranoje i fiksacje nie są ładne i estetyczne, często wpływają na fizjologię człowieka, ale niekoniecznie muszą być na tyle silne, by chorego poniżać w oczach świata. Również krwawe morderstwa niemowląt, motyw wykorzystany w Bezdomnej, nie są wcale naturalnym ich rozwinięciem.

Przyznaję, że sięgając po Dziewczynkę, trochę się bałam. Tego, że dostanę kolejny ohydny paszkwil, który pod płaszczykiem uświadamiania pogłębia mit niebezpiecznego wariata. I tego, że ta książka będzie bardzo plastycznym obrazem depresji także. Bo to nie jest stan, który ma się ochotę przeżywać ponownie, o ile się już z niego udało wygrzebać. Po przeczytaniu, powieść wypadła gdzieś pośrodku. To bardzo dobra pozycja, jeżeli chcemy poznać realistyczny i prawdziwy obraz depresji. Z drugiej strony, raczej nie wpędzi nas w żaden dziwny, post-książkowy stan, jak na przykład potrafi to uczynić Lot nad kukułczym gniazdem.

Wybranie dziennikarskiej formy, jaką przybrała powieść, jest z jednej strony zupełnie uzasadnione. Z drugiej, trochę osłabia wymowę całości. Fabuła jest, owszem, ciekawa - szpital psychiatryczny, powrót do normalności, nawroty choroby, wątek miłosny, katharsis - wszystko na swoim miejscu. Czytelnik został jednak postawiony z boku, jako obserwator. Trudno wczuć mu się w bohaterów, uznać ich za realnych ludzi. Nie przywiązuje się do nich bardziej niż do osób, o których piszą codziennie gazety. Niby one istnieją, niby o nich czytamy, ale w gruncie rzeczy to dalej dla nas tłum w większości anonimowy.

Wobec braku sensownych pozycji, w obiektywny i realistyczny sposób pokazujących problem zaburzeń psychicznych, Dziewczynka z balonikami jest obowiązkową pozycją. Przynajmniej dla osób zainteresowanych tematem.