:::: MENU ::::

niedziela, 4 stycznia 2015

  • niedziela, 4 stycznia 2015
Spora grupa osób jest już po trzecim epizodzie Hobbita i oczywiście, znowu pojawiają się liczne głosy dotyczące romansu Kiliego i Tauriel. Pominęłam go zupełnie w swojej notce o filmie, może ponieważ nie wzbudził we mnie wielkich emocji. Bo żaden to romans, tak po prawdzie, jeno dwie istoty zafascynowane sobą nawzajem, w sumie beznadziejnie, o czym przynajmniej Tauriel wie. Komentarze, mówiące o tym, że komuś chciało się w związku z tym rzygać, wywołują we mnie odruch wymiotny, ale raczej odnośnie komentującego. Cokolwiek sobie wyobrażał, musi mieć bowiem ciężkie życie jako osoba tak wrażliwa.

Wątek według mnie jest mocno średni, ale w interesujący sposób wyjaśnił jego istnienie Krzysztof Sokołowski, znany w fandomie tłumacz, w toku tej całkiem ciekawej dyskusji:
Mnie wydaje się oczywiste to, że Jackson przy swoim (czy też "ekipy") podejściu do materiału źródłowego (za co, w odróżnieniu od ciebie, szczerze ją - ekipę - podziwiam) potrzebował silnego napięcia emocjonalnego w trójkącie: elf - elfka - krasnolud. W książce "Hobbit..." elfy są kurduplowate, złośliwe, lekkomyślne, skłonne do nadużywania trunków etc. jak to elfy. W "Hobbicie" - filmach dało się bez większego bólu upgrade'ować plemię, z którego pochodzi Legolas, do poziomu +/- ludzkich Aborygenów niepolitpoprawnych, bo załganych, zawziętych, okrutnych i nałogowo łamiących obietnice oraz upijających się, jak to Aborygeni czy inni Indianie. I fajnie, i mogłoby być... tylko że Logolas jako reprezentant swego ludu we "Władcy..." - książce i filmach - jest już równym partnerem dla elfów najwyższego rodu do tego stopnia, że zostaje wybrany do Drużyny jako reprezentant rasy i ani razu nie ma żadnych wątpliwości, nie odczuwa pokus. Nadal jest samotny ale... zaprzyjaźnia się z krasnoludem. Więc od Jacksona dostajemy rozwiązanie genialnie proste, jeśli nawet raczej banalne: śliczna, kochana elfka uszlachetnia go, otwiera przed nim perspektywę wielkiego świata za rodzimym buszem, po czym rzuca dla krasnoluda. A więc rewelacja: i świat jest wielki, skomplikowany ponad moje dotychczasowe pojmowanie, fascynujący... i Niemce (krasnoludy) są ludzie  Stąd już prosta droga do uszlachetniającej podróży do Rivendell (dzikie elfy noszą przecież w sobie potencjał elfów, czekający realizacji), mamy wyjaśnienie kawalerskiego stanu i przy okazji przyjaźni z Gimlim, którego z konterfektu znalezionego przy Gloinie nazzwał "ohydnym jak ork".
Legolas przeszedł dłuuugą drogę. Piękną drogę. Prawie tak piękną, jak droga Galadrieli.

Zabawnie się złożyło, że właśnie dzisiaj zaspoilerowano mi - z ostrzeżeniem, ale co tam, jak widzę link, to muszę kliknąć -  zakończenie Avatara: Legendy Korry. Ciągle mam do obejrzenia dwa ostatnie sezony, więc szalenie trudno wypowiadać mi się o naturalności lub braku podobnego rozwiązania. W każdym razie, wychodzi na to, że Korra jest biseksualna. To ziarno padło raczej na grunt bardziej przychylny niż polski fandom, bo Avatar jest całkiem wyraźnie wzorowany na anime pod względem estetyki, zaś homoseksualne pairingi dla fanów chińskich bajeczek są na porządku dziennym. "Wciąż lepsze zakończenie niż Naruto"?