:::: MENU ::::

niedziela, 22 lutego 2015

  • niedziela, 22 lutego 2015
Na rynku wydawniczym jest źle. I chociaż widać, nieśmiałe na razie, znaki odwilży, to ostatnie lata były raczej zjazdem po równi pochyłej. Mało kupujących, mało pieniędzy, problemy z opłatami. Powoli nie jest już niczym dziwnym, że wydawca ma zaległości lub wręcz nie płaci: tłumaczom, ilustratorom, pisarzom ani w ogóle komukolwiek. Oczywiście, wszystko jest kwestią znalezienia dobrych, godnych zaufania partnerów do współpracy. Ale nawet w przypadku konfliktów, zwykle udaje się osiągnąć porozumienie (i zaległe pieniądze), bo wydawcom zależy na zamieceniu problemów pod dywan.

Czasami jednak gnojówka wybija w wielkim stylu i tak też stało się niedawno na fanpage'u wydawnictwa Europa. W reakcji na ten wykop, oskarżający wydawcę o niewypłacenie sporych sum, odpowiedziano wręcz kuriozalnie:
Dokumenty jasno mówią ile jest do zapłaty, ale mamy ważniejsze wydatki niż płacenie wykonawcom.
W dalszej części objaśniając:
Wykonawca piszący o nas nie jest autorem żadnej książki, zajmował się tylko marketingiem i stronami. Swoje już zrobił, więc jakość naszych produktów nie ucierpi w żaden sposób. Poza tym mam na biurku kolejkę ofert od innych firm marketingowych chętnych do pracy dla nas, więc nie ma problemu.

screen jako dowodzik

Niektórzy wydawcy w Polsce wyznaczają już nie tylko nowe "standardy" współpracy, ale i dyplomacji.