:::: MENU ::::

czwartek, 26 marca 2015

  • czwartek, 26 marca 2015

Temat polowań budzi kontrowersje, tym większe, że w Polsce jest to "sport" raczej popularny, uprawiany chociażby przez rzesze naszych polityków. Nic dziwnego, że kiedy Farba znaczy krew Zenona Kruczyńskiego po raz pierwszy ujrzała światło dzienne, wywołała burzę. Głównie wśród myśliwych, którzy zarzucali jej stronniczość oraz sportretowanie ich jako psychopatów.

Farba jest bez wątpienia stronnicza, ale w dopuszczalnym stopniu. Prezentuje poglądy autora oraz osób, z którymi przeprowadził rozmowy dotyczące polowań, więc trudno się temu dziwić. Przy czym część reportażowa, w której Kruczyński relacjonuje swoje własne doświadczenia, jest po prostu suchą relacją. Niewiele w niej zabarwienia emocjonalnego. Opisy nie są nawet w połowie tak drastyczne i poruszające wyobraźnię, by uzasadnić oburzenie.

Na uwagę zasługuje trafna kompozycja książki. Zaczyna się ona właśnie od suchej relacji o praktykach myśliwych, a konkretniej autora i jego najbliższego otoczenia. Pozwala to wyrobić sobie własne zdanie przed częścią następną, ważniejszą i bardziej interesującą.

Farba znaczy krew, chociaż urosła do rangi proekologicznego manifestu i niewątpliwie do tej roli pasuje, to przede wszystkim arcyciekawe studium ludzkiej psychiki, motywacji i instynktów. Kruczyński poruszył temat polowań z każdej możliwej strony. Od rozważań nad psychologią samego myśliwego, poprzez odczucia rodziny, rolę kulturową, po aspekty filozoficzne i ekologiczne. Niezwykle ciekawe ujęcie tematu, niestety zbyt jednostronne, by uznać je za kompletne studium, ale wciąż wnoszące więcej niż jakiekolwiek inne.

Sposób, w jaki sportretowano myśliwych, nie jest zupełnie jednoznaczny. Owszem, Kruczyński starał się dociec, co popycha ich do polowania, przeanalizował typowe dla środowiska zachowania. Uczynił to bezlitośnie, ale unikając argumentów ad personam. Wziął pod lupę nie jednostki, a pewną grupę społeczną. Specyficzną i posiadającą własne zasady oraz ceremoniały, o czym można się przekonać w czasie lektury.

Styl autora, chociaż bardzo oszczędny, jest zdecydowanie elegancki i daleki od koślawej, szkolnej poprawności. Mimo że tematyka jest trudna, Farbę dosłownie się pochłania. Ograniczenie opisów do minimum również wyszło pozycji na dobre, nadając jej bardziej publicystyczny ton.

Czym właściwie jest ta książka? Paszkwilem na środowisko myśliwskie? Nie do końca. Obiektywnym reportażem? Niezbyt. Proekologicznym manifestem? Bez wątpienia może zostać odczytana w taki sposób i nie będzie to nadinterpretacja. Siłą rzeczy, stosunek czytelnika do tej pozycji ma związek z jego poglądami. Bez względu na nie, Farba znaczy krew to intrygująca analiza ludzkich instynktów i zgubnego poczucia wyższości nad naturą.