:::: MENU ::::

wtorek, 17 marca 2015

  • wtorek, 17 marca 2015

Pierścień Stephena Baxtera, o którego Statkach czasu pisałam już na tym blogu, to powieść wielowątkowa... i wielowarstwowa. Mamy tutaj wybuchowy tygiel wszystkiego, z czego znane i kochane jest science fiction. Podczas gdy większość autorów skupia się na jednym z aspektów gatunku - twardych, naukowych faktach, kosmicznej przygodzie lub zgłębianiu zagadnień socjologicznych - Baxter nie wybiera. Pisze o wszystkim naraz.

Stąd w Pierścieniu znajdziemy dwa główne, powiązane ze sobą wątki. Sztuczna inteligencja, która błyskawicznie przeszła przez proces narodzin i starzenia się człowieka, bada wnętrze Słońca, niszczonego przez tajemniczą, mroczną siłę. Superet, organizacja troszcząca się o przetrwanie gatunku ludzkiego, wysyła grupę śmiałków w przerażająco długą podróż wielkiej wagi. Baxter nadaje powieści niesamowity rozmach, rozciągając akcję na miliony lat. W tym czasie gwiazdy w całym wszechświecie stopniowo umierają, a na kosmicznym statku rodzą się nowe cywilizacje. Autor miał genialny pomysł na napisanie nie jednej, lecz kilku znakomitych powieści science fiction. Zamiast jednak rozmieniać się na drobne, połączył całość w olśniewającą epopeję.

Narodziny nowych społeczeństw są zepchnięte na dalszy plan. Szkoda, bo to bardzo interesujący motyw, przybliżający problem ludzkich słabości. W genotyp naszego rodzaju nie zostało wpisane przedłużone o milenia życie ani pokonywanie kosmicznego bezmiaru. Nawet, gdy technologia rozwinęła się wystarczająco, ludzie wciąż dźwigają brzemię człowieczeństwa. Są krusi, łatwo popadają w szaleństwo, a wiele rzeczy wymyka się ich wyobraźni.

Baxtera bardziej interesuje jednak walka o hegemonię gatunków, która toczy się w wykreowanej przez niego wersji Wszechświata. Ludzie i kosmici, biorąc udział w szaleńczym wyścigu o panowanie nad kosmosem, nieświadome są istnienia drastycznie odmiennych od nich istot. Fotinowe ptaki mają wielkie plany i wygląda na to, że nikt nie może ich powstrzymać. Autor wykorzystał swój pomysł, by sportretować w powieści obraz kosmosu, który w przyspieszonym tempie umiera. Niepowstrzymana, gasząca gwiazdy siła to koncepcja naprawdę wywołująca dreszcze. Krajobrazy, które opisuje nam Baxter, jednocześnie budzą zachwyt i przerażają. Znakomity, świetnie zrealizowany koncept.

Autor w bardzo przystępny sposób przybliża swoje niesamowite, mocno zakorzenione w fizyce pomysły, jednak w tym twórczym szale, większość wyjaśnień wkłada w usta postaci. Taki zabieg można uznać co najwyżej za poprawny, brakuje w nim odrobiny finezji. Przy każdym dłuższym monologu wyraźnie widać, że bohaterowie mówią do czytelnika. Zarazem język powieści jest prosty, autor nie eksperymentuje z formą w żaden sposób. Dlatego, chociaż Pierścień porusza się po gruncie hard science fiction, mającego opinię trudnej literatury, jest to pozycja dla każdego.

Przy całym rozmachu wizji, odrobinę zabrakło w powieści psychologizacji postaci. Owszem, poszczególni bohaterowie mają swoje indywidualne cechy, które ich wyróżniają. Baxter nie zastanawia się jednak za bardzo nad ich odczuciami. Tutaj wyraźnie widać, że autorowi bohaterowie są potrzebni głównie do sfabularyzowania wizjonerskich pomysłów. Nie oznacza to, że Baxter nie interesuje się zachowaniami ludzkimi, spogląda na nie jednak w szerszym, zbiorowym kontekście.

Na tle pozostałych postaci, bardzo pozytywnie wybija się wspomniana już sztuczna inteligencja, Lieserl. Istota z wpojonym człowieczeństwem i poczuciem obowiązku wobec ludzkości, do której jednocześnie ma żal. Chwilami niejednoznaczna, wahająca się między dochowaniem wierności swoim stwórcom i pozorną wolnością. Jej wątek charakteryzuje dramaturgia, której brakuje w losach innych bohaterów.

Baxter stworzył mieszankę wybuchową - hard science fiction w gigantycznej, space operowej skali, dociążoną analizą rozwoju i zachowania społeczeństw w obcych człowiekowi warunkach. Wyszło mu to naprawdę znakomicie.