:::: MENU ::::

czwartek, 12 marca 2015

  • czwartek, 12 marca 2015
To jest post, który piszę, ponieważ czuję, że powinnam, chociaż tak naprawdę godzinę temu, gdy jak zwykle przeglądałam media społecznościowe, czekając na pociąg, straciłam nagle podstawową umiejętność klecenia zdań. 

Sir Terry Pratchett nie żyje.


Umierają wszyscy. Że poczytny autor umrze również, było wiadomo, a ponieważ od lat chorował, każdy powinien się tego spodziewać. Ale jeżeli odebrałam w życiu jakąś gorzką lekcję to taką, że nigdy się nie spodziewamy i nigdy nie jesteśmy gotowi. Na śmierć. Tak jest i tym razem.

Jak napisał Zwierz, świat jest mniej płaski. Wszyscy jesteśmy zasmutkowani, głoszą liczne posty na zalanej nagle żałobą tablicy. DON'T THINK OF IT AS DYING, said Death. JUST THINK OF IT AS LEAVING EARLY TO AVOID THE RUSH - to cytat, którym pocieszają się liczni fani.

Na półce stoją książki, obok których nie pojawią się kolejne, napisane tą samą ręką. W głowie tkwią wspomnienia rodzącej się fascynacji fantastyką, dla której paliwem były między innymi dzieła ze Świata Dysku. A w sercu wciąż płonie miłość do fantasy... do fantasy małej, fantasy ludzkiej, fantasy, o której Pratchett pisał w przedmowie do Dywanu:
Otóż w wieku lat siedemnastu byłem najwyraźniej wielce przekonany, że fantasty składa się głównie z bitew i królów. W miarę przybywania lat i doświadczeń doszedłem do etapu obecnego, to jest skłonny jestem uważać, że tak naprawdę fantasy powinna być o tym, jak unikać bitew i jak się obywać bez królów.
Niewiele jest książek, a jeszcze mniej cytatów, które uważam za kamienie milowe w swoim życiu, to zaś jeden z nich.

– Nie ma sprawiedliwości.
Śmierć westchnął znowu.
NIE, przyznał, wręczając kielich paziowi, który ze zdumieniem stwierdził, że trzyma nagle puste naczynie. JESTEM TYLKO JA.