:::: MENU ::::

poniedziałek, 2 marca 2015

  • poniedziałek, 2 marca 2015
Jak pewnie zauważyliście, chociaż do miana recenzenta nie pretenduję, prowadząc sobie ten stronoautorski-książkowo-popkulturowy dzienniczek, jakim jest mój blog, zwykle staram się wyrażać w miarę sensownie, argumentując i rozkładając wszystko na czynniki pierwsze. Ale teraz nie mogę. Bowiem pewnego dnia, całkiem niedawno, byłam tak strasznie, cholernie nieszczęśliwa, a potem włączyłam Thora: Mroczny Świat, "tylko na pięć minut" i zostałam kijem zawrócona znad przepaści może nie depresji, ale poważnego załamania humoru.

Ten film jest tak bezsensownie dobry, tak świetnie zrobiony, tak cudownie zagrany, że mogę mu najwyżej wystawić hurraoptymistyczną laurkę i walić udawanie poważnego recenzenta.

Galadriela nie pożyczyła Malekithowi kremu na urodę.

Dobra, w porządku, ale po kolei. Co mi się tak strasznie podobało?

Postaci kobiece. Bo zwyczajnie nie sposób ich nie kochać. Filmy Marvela mają świetnie napisane postaci kobiece w ogóle, ale tutaj to już jakiś orgazm. Od biegającej po Asgardzie i policzkującej bogów Jane, przez cudownie zwariowaną Darcy, zazdrosną przecież jak diabli Sif, która zamiast odstawiać filmowy bitching pokazuje, że może z tym żyć, bo wie, ile jest warta, aż po Friggę. Friggę, która pierze głównego antagonistę po mordzie i robi z niego kompletnego idiotę. Och, borze.

Ładny statek. Byłoby szkoda, gdyby ktoś ci go rozjebał nożem do masła.

Mroczne elfy. O ile w dzieciństwie przeżywałam fascynację Lordem Voldemortem, Sauronem i wszystkim, co złe i mroczne, w pewnym momencie kompletnie mi przeszło sympatyzowanie z "tymi złymi". Punktem przełomowym był zapewne Dexter. Nie jestem w stanie tego serialu z przekonaniem oglądać, bo coś głęboko w mojej duszy po prostu dostaje odruchu wymiotnego. Ale Mroczne Elfy i Malekith to są tacy antagoniści, których dobrze jest zobaczyć. Podli. Wstrętni. Mający swoje racje, ale nie wykreowani na kolejny materiał do miliarda gifów o niby-straśnej-słodkości na tumblerku.

Heimdall. To jest zupełnie nieistotny szczegół, że Idris Elba na ekranie włącza we mnie bardzo wiele rzeczy, zresztą już o tym parę razy pisałam. Idris Elba jako Heimdall włącza ich więcej. Idris Elba jako Heimdall rozpierdalający wielki, niewidzialny, kosmiczny okręt nożem do masła (no okej, nie całkiem, ale nożem do masła też by pewnie dał radę) to jest coś poza skalą wszelkiej zajebistości. A myślałam, że efekty specjalne nie robią na mnie wrażenia.

"Kurwa, co ja zrobiłem?", czyli Loki ma coś w rodzaju sumienia.

Ewolucja Lokiego. Czego by nie powiedzieć, jakby się nie krzywić na dzikie, fanowskie eksplozje namiętności, Loki w filmowym uniwersum Marvela to jest postać niesamowicie dobrze napisana. Przeszedł długą drogę, od całkowitego zła po całkowite dobro, żeby w końcu okazać się po prostu sobą. A największą część tej drogi pokonał właśnie w Mrocznym świecie. Oberwał ostrzem ironii w samo serce, przyczyniając się do śmierci przybranej matki, w gruncie rzeczy jedynego rodzica, który go naprawdę kochał. Ta jego gwałtowna przemiana - od antagonisty w Avengers po protagonistę w Mrocznym świecie - miała taki właśnie punkt zwrotny. I on jest świetnie rozegrany, zamknięty w  kilku szalenie pieczołowitych scenach, które ukazują bezmiar rozpaczy, w jaką bóg kłamstwa sam się wepchnął.

Loki i Thor. Wpisuję to na koniec, ale tak naprawdę relacja między braćmi jest najmocniejszym wątkiem tego filmu. Tam, gdzie są Thor i Loki, mamy dziką mieszankę akcji, humoru i emocji. W ich wspólnych scenach widać, że tak naprawdę aktorzy do obu ról dobrani są znakomicie i wcale jeden nie przyćmiewa drugiego. A poza tym, cóż, nawet jeżeli w następnych częściach wszystko się popieprzy, to przynajmniej ja nie zapomnę, że to właśnie w Mrocznym świecie Loki i Thor rozgrzeszyli się nawzajem. A że za tym aktem pojednania i braterskiej miłości stoi kłamstwo oraz przekręt, to już inna sprawa - emocje pozostają prawdziwe.

W tej scenie Thor jeszcze nie wie, że Mroczne Elfy zabija NAUKA, a nie młot.

W porządku, na zakończenie proszę o wybaczenie tej kompletnie beznadziejnej notki, stworzonej przez moje najarane Marvelem alter ego. Czytam ostatnio dobre książki i oglądam dobre filmy, więc będę narzekać w marcu prawdopodobnie nieco mniej niż zwykle.