:::: MENU ::::

piątek, 17 kwietnia 2015

  • piątek, 17 kwietnia 2015

Czytałam kiedyś artykuł o futurologii, z którego nie pamiętam absolutnie nic, poza jednym cytatem: "Jutro będzie takie jak dzisiaj, tylko bardziej". Te słowa same nasuwają się przy czytaniu Błędu warunkowania, który jako science fiction pięknie ideę obrazuje.

Oto mamy umiarkowanie odległą przyszłość, a jakby nic się nie zmieniło. Po asfaltowych drogach jeżdżą samochody. Właściciele korporacji knują w szklanych wieżowcach. Przemytnicy narkotyków załatwiają swoje sprawy dość klasycznie, mordem i zastraszaniem. Unia Europejska nie upadła, nie przejęły jej feminazistki ani głosiciele szariatu, którzy zamiast tego siedzą w kalifacie...

Szybko okazuje się, że największym zmianom uległ układ sił politycznych. Poza tym książki zmieniły formę, wszczepy stały się popularne, a GMO jest już nie tylko żywność. Wymienić takich przykładów można oczywiście więcej, ale wszystko to jednak szczegóły, smaczki, elementy tła. W wykreowanej przez Nieznaj wizji przyszłości, czytelnik czuje się bardzo swojsko. Przynajmniej czytelnik względnie otrzaskany w techniczno-naukowych nowinkach.

Brakuje tej wizji całościowego ujęcia. Autorka rozwinęła do odpowiedniego poziomu tylko niektóre elementy, istotne dla jej koncepcji. Wszystko inne zostało właściwie nietknięte od naszych czasów. Nie wydaje się również, aby obecną sytuację polityczną łączyła z tą książkową jakakolwiek istotna linearność. Szczerze mówiąc, czytając Błąd warunkowania można dojść do wniosku, że to raczej historia alternatywna niż przekonująca wizja niedalekiej przyszłości.

Tylko że to w absolutnie niczym nie przeszkadza, bo Błąd warunkowania w żadnym razie nie skupia się na futurologii. To opowieść o Czarnych Kotach, genetycznie modyfikowanych agentach, których Nieznaj bezlitośnie przeanalizowała.

Motyw odmieńca, żyjącego w zwyczajnej społeczności, rzadko jest rozegrany z takim wyważeniem jak w Błędzie. Koty stworzono w konkretnym celu, któremu pilnie służą, mają więc swoje miejsce na świecie, przynajmniej dopóki są dla kogoś ważne. W pierwszej kolejności określa je jednak właśnie użyteczność, a poza tym - są wyraźnie inne od zwykłych ludzi. Oczywiście, rzutuje to na relacje ze światem. Bohaterowie Nieznaj mają przede wszystkim siebie nawzajem i chociaż nieźle radzą sobie w otoczeniu innych, czują się wyobcowani. Bardziej albo mniej. Niektórzy z tego wyrastają, przynajmniej pozornie - mamy okazję obserwować ich od wieku nastoletniego do dorosłości - inni nie.

Autorka bardzo zgrabnie uniknęła jakiegokolwiek dzielenia na białe i czarne, toteż reakcja otoczenia na Koty wydaje się uzasadniona. Z perspektywy zwyczajnych ludzi, genetycznie zmodyfikowani agenci są po prostu dziwni. Ich zachowania i reakcje trzeba interpretować według odmiennego klucza. Szczerze mówiąc, sami też niespecjalnie pomagają. Zwłaszcza główna bohaterka, Sanja, przez cały czas wyraźnie separuje się od reszty świata.

Zbiór, w którym tak wielki ciężar treści spoczywa na barkach bohaterów, nie mógłby się udać, gdyby ci byli źle wykreowani. A Błąd bez wątpienia się udał i ogromna w tym zasługa właśnie postaci. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam książkę, w której właściwie każdy pojawiający się człowiek wywoływał we mnie pozytywne emocje. Czarne Koty i ich najbliższe otoczenie to budząca sympatię zgraja. Ale nawet, jeżeli ktoś przewija się tylko w jednym czy dwóch opowiadaniach, w tle, potrafi przynajmniej zaintrygować.

Czytając Błąd, miałam nieodparte wrażenie, że Nieznaj swoich bohaterów po prostu bardzo lubi i to uczucie w naturalny sposób udziela się czytelnikowi. Tym bardziej, że do kreacji postaci nie można mieć zastrzeżeń. Relacje między nimi są realistyczne i soczyste, co ma swój udział w bardzo dobrych dialogach, takich jak ten:
Lwie Serce przeżegnała się szybko.
- Bóg jest z nami - szepnęła prawie bezgłośnie.
- Nie wydaje mi się, żeby Niemiec powinien iść z takim hasłem na wojnę - zgasił ją cierpko Rueckner.
Nie zmienia to faktu, że autorka ze swoimi bohaterami wcale nie obchodzi się delikatnie, a jeżeli kogoś zwiedzie swoją do nich sympatią, skończy się to dla czytającego paroma wstrząsami. Głębokie przekonanie, że wszyscy szczęśliwie dobrną do końca powieści, szybko zderza się z rzeczywistością. A później, odrodzone jak feniks z popiołów, jeszcze parę razy.

Bo wbrew pozorom w Błędzie dzieje się sporo. Nie uświadczymy tutaj eksplodujących budynków, ale jednak Czarne Koty to żołnierze, wielokrotnie narażający życie. O ile pierwsze opowiadanie nie zapowiada wielkich emocji, dalej jest tylko lepiej. Wątek agentów przeplata się z opowieściami zbrodniczego półświatka, w których atmosfera bywa gęsta. Ale opowieść o Kotach też szybko nabiera rumieńców, a pod koniec następuje naprawdę zaskakujący zwrot akcji. Taki, który zmienia wszystko i niesamowicie zaostrza apetyt na drugą część.

Błąd jest dobrze napisany, w sposób kojarzący się z klasycznym science fiction. Nienachalna narracja sprawia, że książkę bardzo przyjemnie się czyta i pozwala skupić uwagę na treści.

Zastanawiam się trochę, czy w sumie bardzo dobry zbiór, jakim jest Błąd, ma szansę trafić na podatny grunt. Dla miłośników science fiction jest w nim za dużo obyczaju, dla miłośników obyczaju - za dużo science fiction. Ale czytelnik, który fantastykę preferuje w wersji soft, jako specyficzne zwierciadło naszej rzeczywistości, powinien być usatysfakcjonowany.