:::: MENU ::::

niedziela, 5 kwietnia 2015

  • niedziela, 5 kwietnia 2015
Dzisiaj miało być jak zwykle na święta, czyli o korzeniach Wielkanocy w pogaństwie i o obrzędach, które zostały zaadaptowane przez Kościół na potrzeby chrześcijaństwa. Ale nie będzie. Przepraszam.

Dlaczego tak? Bo jestem chora i zwyczajnie nie mam siły wygrzebywać materiałów i składać z nich długiej notki blogowej. Poza tym pracuję nad Pieśnią węży - tak, tak, żmijowate dziecię pierworodne powróciło po pierwszej redakcji do poprawek i zatwierdzenia. Prawdopodobnej daty wydania wciąż nie znam, chociaż liczę, że do końca wakacji pierwszy nakład trafi do sprzedaży.

Jak zapewne zauważyliście już, drodzy Czytelnicy, przez ostatnie dwa tygodnie udało mi się utrzymać regularność wpisów na blogu, które pojawiają się teraz co dwa dni. Tego harmonogramu będę się trzymała, także w przyszłym tygodniu spodziewajcie się recenzji we wtorek i czwartek. Prawdopodobnie tą pierwszą poświęcę Kosogłosowi (powieści), a drugą Pięknej i bestii (od razu zaznaczę, że po Zakochanym kundlu jest to drugi i ostatni klasyk Disneya, jaki sobie odświeżyłam). W weekend być może uda mi się nareszcie napisać od dawna planowany post o Wspaniałym stuleciu.

Podsumowania miesiąca żyły krótko i więcej nie będą się pojawiały. To zbędne, bo po odświeżeniu wyglądu bloga w prawej kolumnie są wyróżnione najchętniej czytane przez ostatni miesiąc teksty.

Ponieważ nie wypada zostawiać weekendu bez małej chociaż nie-recenzyjnej notki, postanowiłam zrobić przegląd publikacji od początku swojej, ekhem, "kariery". Wyróżnione teksty może umilą niektórym świąteczny wypoczynek.



2012

Rok mojego debiutu i raptem czterech opowiadań, z których jedno było miniaturą. Dzisiaj oceniam je wszystkie bardzo przeciętnie. Mają dobre pomysły, ale bardzo średnie wykonanie i brakuje w nich głębi. Wyjątkiem jest Cud Bezczasu, po którym w mojej opinii widać, dlaczego piszę tak dużo fantasy. Po prostu wychodzi mi lepiej niż inne rzeczy.



2013

Duży postęp w stosunku do poprzedniego roku i wyjątkowo płodny okres. Miałam wtedy mnóstwo tekstów i wciąż pracowałam nad skończoną już Pieśnią węży. W tym roku debiutowałam też na papierze, w Fantastyce Wydaniu Specjalnym, opowiadaniem Niewolnik. Wszystkie swoje największe walory ten tekst zawdzięcza wskazówkom i redakcji Michała Cetnarowskiego.

Ale nie samą Fantastyką człowiek żyje i w 2013 ukazały się także inne warte uwagi opowiadania. Ludzie, którym odebrano błoto, poruszający problem patriotyzmu i zdrady etnicznej, tekst mocno czerpie także z pozytywizmu. Sługa kłamstw, zresztą będący punktem wyjścia dla Pieśni (i odpowiednio wcześniej napisany) po poprawkach stał się naprawdę solidnym opowiadaniem. Także Judasz, oferujący kilka możliwych dróg interpretacji, do dziś pozostaje jednym z moich ulubieńców.

Ten rok wyraźnie dzieli się na dwie części. Jedna z nich wypełniona jest publikacjami opowiadań fantasy ze świata Pieśni węży, ale po Niewolniku poczułam silny przesyt tym uniwersum. Szczerze mówiąc, uczucie to dopiero teraz zaczyna mijać. Stąd później eksperymentowałam - pojawiły się po raz pierwszy motywy japońskie, zadebiutował Ravken Łowca Plugastwa. Są to jednak przede wszystkim wprawki, których jakości nie przeceniałabym.



2014

W stosunku do 2013 nie ma mowy o znaczącej zmianie czy poprawie warsztatu. Króluje różnorodność gatunków i tematów. Wciąż za swoje najlepsze teksty uważam fantasy. Takie z pogranicza groteski, trochę w klimacie Cudu, jak Demony miejskiej nocy lub bardziej klasyczne - w rodzaju odświeżonego dzięki Agnieszce Hałas Imienia wiedźmy.

Pomimo tego, że w zeszłym roku opublikowałam tylko jedno opowiadanie ze świata Pieśni węży, stoi ono jakościowo naprawdę wysoko. I chyba przyćmiło pozostałe, stąd Iskrę w ciemności polecam zawsze i wszystkim.



Co dalej? Ilość publikowanych opowiadań na pewno się zmniejszy, ale to dlatego, że pracuję teraz nad grubszym zwierzem, nie tylko Pieśnią. Poza tym nie mam już całych folderów, wypchanych krótkimi tekstami i odnoszę wrażenie, że te czasy odeszły bezpowrotnie. Brakuje mi czasu, trochę także zapału i piszę dużo wolniej, ale też staranniej, niż kiedyś. Są uniwersa, w których planuję więcej niż jedną powieść, a opowiadania w nich umiejscowione wolę zbierać w zgrabne zbiorki. Jednym słowem, ewoluuję powoli od darmowych publikacji w internecie do czegoś znacznie ambitniejszego.

Uda się? Może. Może wszystko weźmie w łeb? Może. Zobaczymy.