:::: MENU ::::

środa, 1 kwietnia 2015

  • środa, 1 kwietnia 2015

Poza sezonem Jacka Ketchuma to książka, która obrosła legendą powieści tak niesamowicie krwawej i brutalnej, że pierwszy wydawca poddał ją ostrej cenzurze. W dodatku wykastrowanie wizji autora niewiele pomogło, bo tak czy inaczej pojawienie się Poza sezonem w księgarniach wywołało skandal. Czego spodziewać się po takiej pozycji? Zmieszanego z odrazą strachu, oczywiście. Niestety, powieść otacza nimb wielkiej, ale niekoniecznie zasłużonej sławy.

Fabularnie nie jest źle, chociaż na pierwszy rzut oka pomysł rodziny kanibali, żyjącej na bezdrożach cywilizowanego świata, rodzi pewne wątpliwości co do prawdopodobieństwa. Ketchum niespecjalnie troszczy się o stworzenie pod swój pomysł solidnych fundamentów. Owszem, podaje jakieś tam przyczyny niecodziennego stanu rzeczy. Wyraźnie widać, że bardziej jest zaaferowany kolejnymi brutalnymi opisami. Stąd mamy ich znacznie więcej niż logicznie wyjaśnionych zdarzeń czy porządnie umotywowanych zachowań bohaterów.

Pomimo takiego mankamentu, sama konstrukcja książki jest dobra. Mamy budzący zainteresowanie wstęp, odpowiednie wprowadzenie, stopniowanie napięcia, wreszcie krwawą eksplozję akcji. Dramatyczne zakończenie świetnie domyka całość. Poza sezonem wciąga błyskawicznie, nie jest też przesadnie rozwleczone, co stanowi dodatkowy plus. Ileż w końcu można czytać o kolejnych gwałtach, torturach i aktach kanibalizmu?

Niestety, Poza sezonem nie spełnia podstawowej funkcji horroru. Nie straszy. Autor postawił na gore, stąd dostajemy mnóstwo szczegółowych opisów mordowania i spożywania ludzi. Paradoksalnie, nie robią one na czytelniku wielkiego wrażenia. Język autora jest bardzo poprawny, ale niestety mało plastyczny. To naprawdę potężna wada w przypadku książki, która z założenia powinna wywoływać dreszcze i wymioty.

Innym słabym punktem Poza sezonem są kreacje bohaterów. Każdego z nich stworzono z kilku pobieżnych machnięć pędzlem. Są łatwo rozpoznawalni, mają swoje indywidualne cechy, ale autor przez cały czas ślizga się po powierzchni ich psychiki. Ci ludzie doświadczają wydarzeń obiektywnie rzecz biorąc przerażających. Autor opisuje ich zachowania, ale nie udaje mu się przekonująco pokazać strachu i rozpaczy. W połączeniu z niezbyt interesującymi charakterami postaci daje to marny efekt. Czytelnik pozostaje wobec losów zjadanych wczasowiczów zupełnie obojętny.

Tym, co ratuje trochę Poza sezonem w moich oczach jest fakt, że to książka zwyczajnie niegłupia. Chociaż autor zachlapał krwią i flakami całe strony, nie jest to jedynie parada bezsensownej ohydy. Ketchum zanalizował zachowania człowieka wobec prymitywnego zła, sprowadził swoich bohaterów do poziomu walczących o przetrwanie zwierząt. Zagadką pozostaje dla mnie, jakim cudem przy kiepskiej kreacji postaci, udało się mu to tak dobrze.

Nie należy bać się sięgnąć po Poza sezonem, chyba że ktoś ma bardzo wrażliwy żołądek i nawet niezbyt przemawiające do wyobraźni opisy zrobią na nim wrażenie. Debiut Ketchuma raczej nie przewartościuje niczyjego życia ani nie spędzi czytelnikom snu z powiek na wiele nocy. Widać w nim jednak ogromny potencjał autora. Spośród masy bezmyślnego gore, Poza sezonem wyróżnia się tak przyzwoitym wykonaniem, jak i interesującym przesłaniem.