:::: MENU ::::

niedziela, 3 maja 2015

  • niedziela, 3 maja 2015
Nieco spóźniony ciąg dalszy Najlepszych Książek Fantastycznych, o Których Media Milczą. Część pierwsza tutaj.

Mistrz i Małgorzata - Michaił Bułhakow
Myślę, że więcej osób zgodzi się z tym, że to najlepsza książka wszech czasów niż z tym, że to książka fantastyczna. Czy to się jednak komuś podoba czy nie, Bułhakow operuje zestawem motywów charakterystycznym dla fantastyki właśnie. Oczywiście, pod jego piórem nadprzyrodzone motywy służą opowiadaniu o człowieku jako takim, o mechanizmach działających w totalitarnym państwie i o naturze dobra oraz zła. Jednak to, wbrew pozorom, jest właśnie cechą dobrej literatury w ogóle (także tej fantastycznej). Nie wykręcające umysł koncepty, nie wymyślne systemy magii, nie blastery i nie elfy - ale uniwersalizm, który w Mistrzu i Małgorzacie jest najwyższej klasy. 


Opowiadania - Edgar A. Poe
Poe to kolejny klasyk sam w sobie, a zbiór Opowiadania jest przekrojem przez jego najważniejsze i najbardziej interesujące utwory. Teksty ojca horroru są bez wyjątku mroczne i inteligentne. Autor brutalnie testuje swoich bohaterów, stawiając ich w wyjątkowo trudnych, nienaturalnych sytuacjach. Nieodmiennie zmusza też czytelnika do stawiania pytań, w tym najbardziej podstawowego - co ja bym zrobił w podobnym przypadku? Są w Opowiadaniach teksty mniej i bardziej pesymistyczne, ale wszystkie łączy świetny klimat oraz znakomite pióro Poe. To wgląd w część horroru zupełnie odmienną od gore. I po wczuciu się w gęstą, niepowtarzalną grozę nie sposób stawiać wypruwania flaków ponad nią.


Opowieści z Narnii (cykl) - Clive S. Levis
Są takie książki, z którymi teoretycznie nam nie po drodze, a jednak zachwycają. W Opowieściach z Narnii może drażnić nachalny, podszyty religijnością dydaktyzm, ale został on podany w oprawie, która sama w sobie jest literackim arcydziełem. Levis w przybliżeniu dokonał tego, co Tolkien - stworzył oddzielną (aczkolwiek zakorzenioną w katolicyzmie) mitologię dla wymyślonego świata. Narnia jest jednak strawniejsza niż Śródziemie pod wieloma względami - języka, bohaterów, akcji. O ile dzieło Tolkiena zestarzało się i dla niektórych stało wręcz nudne, książki Levisa oparły się próbie czasu. Może to kwestia wymuszającego pewną prostotę targetu, w każdym razie fakt faktem, że Opowieści z Narnii stały się dla wielu książkami dzieciństwa i wciąż są w stanie spełniać tę rolę z powodzeniem.

Pierścień i Róża - William M. Thackeray
Jeżeli poznaję kogoś, kto nie zna Pierścienia i Róży, to naprawdę nie mam dla niego lepszej rady niż "przestań ze mną rozmawiać i idź czytać". To bajka, coś w rodzaju baśniowego pastiszu, przeznaczonego dla dzieci - ale jest to autentycznie najlepsza książka dla dzieci, jaką przeczytałam w życiu. To niesamowicie sympatyczna i zabawna opowieść z morałem, a może nawet kilkoma. Są tu książęta, wróżki, księżniczki, sieroty i adoratorzy, w większości w zupełnie innym wydaniu, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Trochę dramatu, smutku, łez, mnóstwo śmiechu oraz wielka miłość. To o wiele lepsza książka niż można sądzić po opisie, okładce i targecie.


Przygoda z owcą - Haruki Murakami
Murakamiego kocha się albo nienawidzi, ale po Przygodzie z owcą o to drugie jest raczej ciężko. W tej książce zmieściło się prawdopodobnie więcej akcji niż we wszystkich innych dziełach japońskiego autora razem wziętych. Nie brakuje emocji, dziwnych wizji, przenikania jawy ze snem, rzeczywistości z absurdem. A to wszystko dzieje się w bardzo charakterystycznym, rock'and'rollowym klimacie. Inna sprawa, że w przeciwieństwie do, na przykład, Kafki nad morzem, Przygoda nie zapada w pamięć aż tak mocno. Jest jeszcze niedojrzałym, ale już charakterystycznym dla Murakamiego zbiorem pewnych motywów, które się wyraźnie w twórczości autora zaznaczają.


Rogi - Joe Hill
Już swoją pierwszą powieścią - Pudełkiem w kształcie serca - i licznymi opowiadaniami, Joe Hill pokazał, że chce i potrafi iść w ślady ojca. Rogi to jego chyba najlepsze dzieło. W powieści również zaznaczają się wpływy Kinga, Hill ma bardzo podobny sposób snucia opowieści, ale sporo też w opowieści o człowieku, który nagle został diabłem, odautorskiej myśli. I to myśli naprawdę genialnej. Rogi są bardziej niż horrorem mocną powieścią psychologiczną, która zmusza czytelnika do rozliczenia się z jego złem powszednim. Nie wielkimi grzechami, ale małostkowym obrzydlistwem, drzemiącym na dnie ludzkiej duszy. Przy okazji jest też w powieści faustowskie rozważanie na temat dobra i zła - czy naprawdę są one przeciwstawne? A może, tak jak światło i cień, potrzebują się nawzajem?

Rzeka Bogów - Ian McDonald
Generalnie preferuję fantasy, ale są na świecie takie książki science fiction, które sprawiają, że rozumiem ludzi wywyższających ten gatunek. Rzeka Bogów i w ogóle cała twórczość McDonalda zdecydowanie się do nich zalicza. To wszystko, bez wyjątku, znakomite literacko pozycje, które autor wypełnił odważnymi, pełnymi rozmachu wizjami przyszłości. Zawsze i wszędzie opowiada on jednak o człowieku - w rozumieniu dzisiejszym i przyszłościowym, zadaje pytania o granice równouprawnienia, analizuje społeczne mechanizmy. Sprzyja temu specyficzna lokalizacja, w której umieszcza akcję swoich powieści, są to bowiem przede wszystkim kraje Trzeciego Świata. Ta egzotyka dodaje twórczości McDonalda nie tylko głębi, ale i dodatkowego smaczku.

Zielona mila - Stephen King
Można się ze mną kłócić, ale nie sprawi to, ze zmienię zdanie - najlepsza powieść króla horroru niewiele ma z horrorem wspólnego. Zielona mila jest książką nie tylko wciągającą, ale i mądrą. Porusza liczne kwestie społeczne, niektóre bardzo mocno związane z Ameryką, niektóre dawno już rozwiązane. Ale jest i na zawsze pozostanie bardzo trafnym, szczerym, poruszającym manifestem przeciwko karze śmierci. Kingowi udało się jak nikomu pokazać człowieka w zbrodniarzu i tragedię niesłusznego wyroku w sytuacji, gdy nie tylko rujnuje on życie, ale też je odbiera. Podobnie jak inne "więzienne" dzieło autora - Skazani na Shawshank - także Zielona Mila doczekała się znakomitej ekranizacji.


Władca Pierścieni (cykl) - John R. R. Tolkien
Zdaje się, że kiedyś pisałam już na tym blogu, dlaczego Władca Pierścieni był dla mnie książką ważną. Teraz może czas napisać (jeżeli to jeszcze komuś potrzebne), dlaczego jest również książką dobrą. Tolkien bez wątpienia był mistrzem patosu i znakomicie wychodziło mu pisanie w sposób, który w przypadku każdego innego autora raziłby sztucznością. Dzięki temu w większym nawet stopniu niż pełnej rozmachu fabule i rozbudowanym świecie, jego dzieła tchną po prostu niepowtarzalnym klimatem eposu. Fakt, że Władca Pierścieni zapisał się w historii literatury jako arcydzieło i pierwowzór gatunku, należy uznać za nad wyraz szczęśliwy. Nie jest to szczególnie lekka i łatwa lektura, toteż bez swojej wielkiej sławy, dziś nie byłaby zapewne chętnie czytana.

Saga o Wiedźminie (cykl) - Andrzej Sapkowski
Obok twórczości Kresa (a w powszechnej opinii znacznie ją przewyższający) najlepszy polski cykl fantasy. Również jedna z książek, który miały na mnie wielki wpływ. Fantasy, stawiające sobie za cel bycie inteligentną literaturą, poruszającą tematy społeczne i etyczne, a przy tym kipiącą popkulturalnymi nawiązaniami. Poza tym Sapkowski jest zdecydowanie jednym z najlepiej piszących polskich autorów - jego styl jest lekki, przejrzysty, a przy tym błyskotliwy i pełen celnych, skrzących się humorem bon motów. Natomiast istotną wadą Wiedźmina jest to, że wszystkim każde polskie fantasy się z nim automatycznie kojarzy, ale jak czas pokazał - można to przekuć w zaletę.