:::: MENU ::::

niedziela, 31 maja 2015

  • niedziela, 31 maja 2015
Wszystko niby zaczęło się od nieszczęsnego poradnika na stronie policji w Lubinie (już zdjętego, ale można zerknąć choćby tutaj). Ale tak naprawdę sprawa to stara jak świat, wywołująca zawsze te same dyskusje i wymuszająca na każdej ze stron w kółko te same argumenty.

Kwestia prewencji. Ochrony przed gwałtem. Czyli ta nieszczęsna za krótka spódniczka, ciemne niebezpieczne alejki i "jak zostawiam samochód z kluczykami w stacyjce to jestem naiwny".

Jestem teraz w trakcie oglądania The Fall, serialu który w sumie porusza dokładnie taki sam temat jak ta notka, ale co tam - zostawię go sobie na później. W każdym razie obiecuję, że o problem przynajmniej zahaczę, omawiając tamtą produkcję. Ale dzisiaj, trochę przyspieszając sprawy, również poświęcę mu notkę, bo to rzecz ciekawa, niby ciągle wałkowana, ale jakoś bez sensu.

Chciałabym dla jasności powiedzieć, że naprawdę nie mam nic przeciwko bycia ostrożnym. Nie przechodzę przez alejki pełne dresów po zmroku, w przypadku samotnego powrotu do domu po północy biorę taksówkę, a gdy ktoś się do mnie przyczepi po prostu się oddalam, ewentualnie grzecznie prosząc, żeby spierdalał. Ale nie mam psa, jeżdżę windą z nieznajomymi i wychodzę z domu po ciemku, o zgrozo - wracam po ciemku środkami publicznego transportu. Nie mam również "faceta obronnego", co wydaje się po wypowiedziach niektórych osób remedium na bolączki. Ten mityczny "ktoś", kto zawsze jest obok, wyjdzie po ciebie, podwiezie, wyniesie, cokolwiek. Nie. Nope. Nie chcę, nie muszę, nie będę. Bo nie urodziłam się w Arabii Saudyjskiej i istnieję jako osobny byt.

Zresztą, dresy są znacznie bardziej agresywne wobec innych facetów niż wobec dziewczyn. Serio, lepiej wracać z imprezy w mini i na szpilkach wśród innych miniów i szpilek niż z facetem. Który, nie dajcie bogowie, uważa cię za swoją własność i zachowuje się jak wilczur. Konflikty, konflikty everywhere.

W porządku, ale do czego ja właściwie zmierzam? Ano do tego, że gwałt nie jest jak kradzież - raczej jak morderstwo. Jasne, uważasz, ale nie żyjesz przecież w ciągłym strachu, że ktoś cię zamorduje. Wmawianie kobietom, że powinny tak podchodzić do gwałtu, jest głupie, bezsensowne, wywołuje absurdalne poczucie winy. Bo przecież mogła uważać bardziej. Mogła - WHAT THE FUCK - pomyśleć, że ktoś ją zgwałci.

W naszej kulturze trudniej jest być kobietą niż mężczyzną i to niezaprzeczalny fakt. A pisząc "trudniej" mam na myśli bardzo wiele rzeczy, od "dziewczynce nie wypada" (zwrot słyszany od najmłodszych lat) po fakt, że kobiety znacznie częściej są ofiarami przemocy. Cały wachlarz niezrozumiałych dla płci przeciwnej problemów, od tych zwyczajnie wkurwiających (jak ocena całej twojej osoby na podstawie zewnętrznej prezencji w sposób niekiedy absurdalny), po te naprawdę niebezpieczne.

Nie da się uchronić przed gwałtem - nie bardziej niż da się uchronić przed morderstwem. Jeżeli ktoś bardzo chce, to cię dopadnie. Nieważne, co będziesz mieć na sobie. Ubrawszy spódnicę do kolan możesz usłyszeć komentarz o swojej dupie, w puchowej kurtce pijackie aluzje na temat korelacji rozmiaru cycków i inteligencji, a na facebooku poczytać spamerskie wiadomości od obcych gości, którzy chcieliby robić z tobą różne rzeczy, nie zawsze anatomicznie prawdopodobne. Taki jest ten świat, w takim świecie żyjemy - i nie wmawiajcie nam, że to nasza wina. Że możemy się przed tym bronić w jakiś racjonalny sposób, ubraniem, zachowaniem, czymkolwiek. To loteria.

Zamiast zaklinania rzeczywistości i pobożnych życzeń o prewencji, przydałyby się poważne programy. Zmieniające mentalność w rodzaju "jak suka nie da, to pies nie weźmie". Zmniejszające różnicę podejść do seksualności kobiet i mężczyzn. Czy wreszcie zwiększające świadomość ofiar gwałtu co do przysługujących im praw i pomocy. W Polsce wciąż mnóstwo tego rodzaju zbrodni po prostu nie zostaje zgłoszonych na policję. Ubliżające jest podejście otoczenia, ubliżające są nawet same procedury, ubliżający (zbyt mały) wymiar kar.

Po prostu zmieniajmy to, co da się zmienić, do jasnej cholery.