:::: MENU ::::

wtorek, 12 maja 2015

  • wtorek, 12 maja 2015

Już po okładce Niesłychanych losów Ivana Kotowicza widać, że coś takiego musiało się udać. Kot, sowiecka flaga, macki i eksplozja to zbiór motywów tyleż niecodzienny, co doskonały. Nic dziwnego, że crowdfundingowy projekt Kusiny i Ambrzykowskiego zakończył się sukcesem. Ivan ujrzał światło dzienne, a my możemy zapoznać się z jego przygodami.

Należy nadmienić, że chociaż pieniądze zostały zdobyte przez samych autorów, mają oni także wydawnictwo, które przygotowało solidnie komiks. To widać, bo całość jest wydrukowana porządnie i bez wątpienia przeszła staranną korektę.

Plansze, chociaż raczej monotonne kolorystycznie, zwracają uwagę dobrą, oryginalną kreską i dbałością o historyczne szczegóły. Zwłaszcza ubiory i architektura solidnie odwzorowują epokę. Także szaro-bure barwy uznać można za dopełnienie obrazu komunizmu. Smaczków jest zresztą sporo, a i sama ideologia zajmuje trochę miejsca, bo rodzina Ivana szczerze ją wyznaje.

Sama fabuła jest dość sztampowa. Oto młody kocur, Ivan, wyrusza wraz z ojcem w podróż, a w efekcie tych wydarzeń zostaje zamieszany w niebezpieczne eksperymenty i wielkiej wagi spisek. Gdzieś po drodze ma miejsce atak bagiennego potwora, który w strukturze całości trochę miesza, w zasadzie nic nie wnosząc do i tak króciutkiego komiksu. Mały plus należy się za finał, raczej łatwy do przewidzenia, ale rozegrany z wyczuciem.

Tym, przy czym najtrudniej zawiesić niewiarę, jest równouprawnienie ludzi i części zwierząt, które od ludzi właściwie różnią się tylko wyglądem. Równolegle występuje najzwyczajniejsza w świecie fauna. Między tą dwunogą a ludźmi dochodzi do małżeństw. Cały ten motyw wydaje się w pełni ustawiony pod nadanie pyszczkowi Ivana ludzkiej ekspresji. Z jednej strony trudno się dziwić, bo kocie miny w nieco uczłowieczonej wersji są wspaniałe, z drugiej odrobinę to drażni.

Zresztą, nie samym Ivanem komiks stoi, bo pobocznych bohaterów jest sporo. Od przerysowanych villainów, mających za cel - oczywiście - szerzenie czerwonej ideologii, po przyjaciół i ojca kota. Relacja z tym ostatnim jest zresztą jedną z ciekawszych. To właśnie z nim Ivan wyrusza w swoją pierwszą w życiu podróż. Ten motyw ojca i idącego w jego ślady syna jest w Niesłychanych losach bardzo silnie eksponowany.

Pojawia się także sympatyczna świnia i jest to przyjaciel o tyle dziwny, że przepowiedziany Ivanowi wróżbą, która każe kotu zaufać właśnie tej osobie. Między prosiakiem a naszym bohaterem zawiązuje się więź faktycznie wynikająca z sympatii. Ivan zresztą o przepowiedni jakby zupełnie zapomina.

Niesłychane losy to dość nierówny komiks, z jednej strony bardzo ładny i dobrze narysowany, z drugiej mający dobrze skonstruowaną, ale do bólu typową fabułę. Źli komuniści, młody bohater o niezwykłej (chociaż nabytej) mocy, wielki spisek, eksplozja na koniec. Scenariusz jest jak dobrze odrobiona praca domowa - niby błędów nie ma, ale nic wartego uwagi również nie.

(Wpis jest zaległością z wczoraj, dlatego następny pojawi się już jutro.)