:::: MENU ::::

sobota, 9 maja 2015

  • sobota, 9 maja 2015
Komentuję post, recenzję, wywiad - nieważne. Cokolwiek. Najlepiej na czyimś prywatnym blogu. Zaznaczam dwukrotnie, że wyrażam swoją opinię. Zastanawiam się, czy tego nie usunąć, bo w końcu "imo" to jest jakby domyślny stan komentarza. In my opinion. Według mnie. No oczywiste, że nie piszę jak jest według kogoś!

Dobra, zostawiam.

Całe trzynaście minut zajmuje komuś stwierdzenie, które streścić można do tego, że mój komentarz jest zbyt kategoryczny, a przez to błędny. Ponieważ w internecie komentuje się zawsze wedle najświętszej zasady: "każdy może mieć swoją opinię". Jakąkolwiek.

Niby się z tym zgadzam. Ale uważam, że poszanowanie tej zasady na ślepo przekreśla sens pisania komentarzy. Bo ja mam prawo się z czyjąś opinią nie zgadzać, uważać ją za naciąganą, a argumenty podane na jej uzasadnienie - za błędne. I wtedy piszę stosowny komentarz, zresztą tak samo jak w przypadku, gdy z kimś mi jednak po drodze.

Jakakolwiek interesująca dyskusja opiera się na konfrontowaniu opinii. Znam osoby, którym będę w pierwszej kolejności potakiwać, obgadywać z nimi znajomych, kontemplować pogodę, polecać im z wzajemnością seriale. Ale to nie są mniejsze czy większe internetowe randomy. Gdy chcę sobie niezobowiązująco pogadać, piszę do przyjaciela, nie na czyimś blogu. 

Przesadne uświęcanie zasady "każdy ma swój gust" prowadzi do tego, że żadnych konfrontacji być nie może. I bum! Świat właśnie stał się nudniejszy.

Oczywiście, wciąż można pisać. Ubierając wszystko w słowa "według mnie", "uważam że", "w mojej opinii", "myślę że", "oczywiście tylko ja tak uważam". Pod blogowymi notkami pełno jest komentarzy, które mogłyby być interesujące, gdyby nie ich kompletnie niezdecydowany ton. Jakby autorzy wstydzili się, że myślą inaczej niż ulubiony bloger. To przykre, a nawet trochę niepokojące. Bo wszechobecny szacunek dla "mam własne zdanie" okazuje się to własne zdanie zabijać. Ciągle zamykamy je w eufemizmy. Też tak robiłam - pisałam komentarz, żeby przede wszystkim nikogo nie urazić - ale mam od pewnego czasu dość. Bo przez to całe "sądzę - ale nie wiem - ale jednak myślę - oczywiście tylko moja opinia" zaczęłam wytracać impet. Gdzieś z moich wypowiedzi uciekła intelektualna ostrość.

Przecież mogę mieć własne zdanie. Każdy może - taka doktryna. Skoro je wyrażam, to w nie wierzę. A skoro w nie wierzę, to nie mam obowiązku ubierać go w asekuracyjne zwroty. Polemikę z moją wypowiedzią powinni podejmować ludzie o odmiennych opiniach. Nie muszę jej sama zaczynać już pisząc ostrożny, pełen wątpliwości komentarz.