:::: MENU ::::

wtorek, 5 maja 2015

  • wtorek, 5 maja 2015
Jeżeli ktoś kiedyś poleci wam Samurai Champloo, nie wahajcie się ani sekundy, tylko ładujcie pierwszy odcinek. Oczywiście pod warunkiem, że lubicie epokę Edo, pojedynki na miecze tak ostre, że tną nawet dźwięki, humor i muzykę rodem z czarnych dzielnic.


Taki miks funduje widzowi anime z 2004 roku, wyreżyserowane przez twórcę legendarnego Cowboya Bebopa. Ciekawi japońskiego świata co prawda się nie zawiodą - sporo w tej serii informacji o kulturze - ale trzeba brać wszystko, co oglądamy na ekranie, ze sporą dozą sceptycyzmu. Na szczęście nikt raczej nie uwierzy w rozległe pola marihuany czy wojny grafficiarskich gangów w kulturze samurajów. Chociaż chciałoby się, bo przefiltrowana przez hiphopowską subkulturę wizja Kraju Kwitnącej Wiśni jest naprawdę interesująca i barwna.

Ustalmy od razu - to nie jest poważna produkcja. Cokolwiek pretekstowa fabuła z głównym wątkiem, który przez większość czasu ma marginalne znaczenie, służy dzikiej jeździe bez trzymanki. Co chwilę nasi bohaterowie wpadają w pułapki. Mnóstwo tu świetnych choreograficznie walk na miecze, humoru sytuacyjnego i rozpaczliwego szukania jedzenia przez głodnych bohaterów.


W tym szale na szczęście nie traci się specyficzny klimat samurajskiej opowieści drogi. Dzieje się tak głównie dzięki muzyce, wbrew pozorom znakomicie pasującej do wydarzeń na ekranie. Ale także inne szczegóły wykonania zasługują na pochwałę, zwłaszcza oryginalna, przykuwająca uwagę kreska. Animacja jest płynna, seiyu sprawdzili się znakomicie w swoich rolach. Jednym słowem, Samurai Champloo to anime, na które patrzy się z przyjemnością. Tym bardziej, że autentycznie jest nastrojowe i zabawne.

Mało finezyjną fabułę znakomicie pociągnęły postaci - niechętne sobie nawzajem trio. Na pozór naiwna dziewczyna, mrukliwy ronin i wędrowny włóczęga bez zasad czy cnót. Doprawdy ciężko było to zepsuć. Twórcom udało się nawet pogłębić trochę te postaci, ale spójrzmy prawdzie w oczy - najważniejsze w Samurai Champloo są ich powierzchowne cechy, którą mogą być podstawą dla kolejnych żartów.


To nie jest anime dla osób szukających głębszych treści, emocjonalnych dramatów czy skomplikowanych przekazów, ale oferuje znakomitą rozrywkę. Największy mruk musi się czasem uśmiechnąć. Całość, chociaż oparta na dość luźnej osi fabularnej, autentycznie wciąga.