:::: MENU ::::

wtorek, 9 czerwca 2015

  • wtorek, 9 czerwca 2015

Niespecjalnie lubię kryminały i sensacje, więc Luther jako serial detektywistyczny nie był dla mnie wyborem szczególnie oczywistym. Ale pojawienie się w nim Idrisa Elby i Indiry Varmy mnie przekonało. Muszę przyznać, że nie żałuję, bo dzięki temu przeżyłam jeden z intensywniejszych serialowych maratonów w moim życiu.

To krótki serial z prostym pomysłem na konstrukcję fabularną. Każdy odcinek (albo kilka odcinków) poświęcony jest śledztwu, a cały sezon prywatnym problemom Johna Luthera, tytułowego bohatera. To postać interesująca o tyle, że wpisująca się świetnie w wybrany przez twórców schemat. Tak samo jak konstrukcja fabularna, Luther jest dualny. Z jednej strony daje się poznać jako genialny detektyw, z drugiej bez przerwy przekracza granicę prawa.

Wypływa tutaj ciekawy problem, na którym Luther skupia się mocniej niż na samym aspekcie ścigania przestępców, mianowicie rozdźwięk między prawem a moralnością. Jedno i drugie służy temu samemu, ale serial pokazuje jednak prawo jako ograniczenie. Czasem słuszne, odwodzące człowieka od autodestrukcyjnej żądzy zemsty, czasem utrudnienie, które pozwala uciec winowajcom.


Jednym z takich winowajców jest Alice Morgan, psychopatyczna zabójczyni, najpierw przeciwniczka Luthera, później jego przyjaciółka. To interesująca relacja, bo twórcy dość sprawnie ją rozpisali. W pierwszych odcinkach czuć jeszcze, że to ustawienie dekoracji, ale później to wrażenie się zaciera.

Sporo zresztą w serialu interesujących relacji, które w dodatku ewoluują i zmieniają się. Każdej można by poświęcić kilka słów: konfliktowi Luthera z żoną, jej obecnym kochankiem, zwierzchnikami. Bodajże tylko jego znajomość bohatera z Ripleyem od samego początku aż do końca pozostaje przyjaźnią między współpracownikami.

W dodatku realizacja stoi na wysokim poziomie. Tak muzyka jak i zdjęcia budują mroczny, duszny klimat. To wszystko absolutnie zdominowała rola Elby, który świetnie zagrał Luthera, kreując postać z krwi i kości, z własnymi zwyczajami, tikami i rytualnymi zachowaniami. Rzadko widzi się taką rolę nawet w wysokobudżetowych filmach, nie wspominając o serialach.


To produkcja właściwie dla każdego, bo mogą ją obejrzeć tak miłośnicy gatunku jak i każdy inny, wciąż czerpiąc z całości przyjemność. Dominujące poszczególne sezony wątki i umiejętnie stosowane przez twórców cliffhangery sprawiają, że trudno się od całości oderwać.