:::: MENU ::::

czwartek, 16 lipca 2015

  • czwartek, 16 lipca 2015

Nuda Pierścieni Bearda i Kenneya zdecydowanie nie jest pozycją dla osób, które Władcę Pierścieni uważają za osobistą Biblię. Ta książka całkiem nieźle pokazuje jednak - oczywiście w przerysowany sposób - czym mogłoby być największe dzieło, gdyby Tolkien nie był Tolkienem. Albo gdyby pokusił się o odrobinę psychologicznego prawdopodobieństwa postaci.

Dwójka autorów - którzy nie udają, że próbowali napisać coś wielkiego - wpada na pomysły okazyjnie znakomite, czasem żałosne, a przez większość czasu najzupełniej przeciętne. Daje to w sumie dość przyjemną lekturę. Czasem wieje nudą, ale te momenty są wynagradzane przez okazyjne wybuchy śmiechu.

Beard i Kenney wykpili bezlitośnie dziwactwa Tolkiena, co akurat wyszło im dobrze. Nuda Pierścieni przynosi garść niezłych refleksji, takich jak: czy Tom Bombadil był ćpunem? czy mowa elfów w ogóle ma sens? Postacie są u dwójki od-twórców paradoksalnie lepsze niż w wykonaniu mistrza fantasy. Gandalf-szarlatan, boleśnie oczywisty w swoim udawaniu zwyczajności Aragorn, czy wreszcie Frodo, który najbardziej na świecie chce pozbyć się cholernego pierścienia i wrócić do domu to najoczywistsze przykłady.

Lektura będzie przyjemniejsza dla osób, które dobrze znają angielski, bo dodatkowe smaczki ukryte są w nieprzetłumaczonych nazwach własnych.

Nie ukrywajmy, Nuda Pierścieni to pozycja bez ambicji, bękart jedynie odrobiny talentu i braku szacunku dla dzieła Tolkiena. Jednocześnie jest sympatyczną, lekką lekturą, z umiarkowaną ilością zarówno nudnawych fragmentów, jak i genialnych pomysłów. Lepszej parodii Władcy z pewnością nie czytałam, chociaż znam sporo lepszych książek.