:::: MENU ::::

środa, 12 sierpnia 2015

  • środa, 12 sierpnia 2015

Starter reklamowany był na szeroką skalę jako książka dla miłośników Igrzysk śmierci. Z punktu widzenia marketingowców może to i rozsądne, z punktu widzenia czytelnika - niekoniecznie. Starter jest bowiem do Igrzysk podobny, niekiedy tak bardzo, jakby autorka po prostu wyciągnęła ze słynnej trylogii rozwiązania fabularne, które się jej spodobały. Zarazem jednak sam koncept drastycznie różni się od tego z Igrzysk. Zaryzykuję stwierdzenie, że im bardziej powieść zbliża się do twórczości Collins, tym gorzej wypada.

Zacznę może od podobieństw - to przede wszystkim uczynienie główną bohaterką nastolatki, żyjącej w skrajnej nędzy i zmuszonej do walki o byt. Nie ma ona młodszej siostry, ani matki - ma jednak brata, natomiast rodzice nie żyją. Pojawia się również motyw wyboru między dwójką chłopców, jest on jednak mniej istotny niż w Igrzyskach śmierci (chociaż rozwiązany chyba nawet bzdurniej). Podobne są też - niestety - ciągnące się jak roztopiona krówka opisy zabiegów pielęgnacyjnych, które czynią z bohaterki obłędnie piękne bóstwo.

Sam pomysł świata przedstawionego wypada jednak lepiej niż w Igrzyskach, może ponieważ ta rzeczywistość została staranniej zarysowana. Trudno się jednocześnie oprzeć wrażeniu, że mimo wszystko czytamy o nierealnej sytuacji. Świat po wojnie bakteriologicznej, zasiedlony tylko przez osoby bardzo młode i bardzo stare - okej, nie takie rzeczy zna fantastyka. Jednak już zmuszanie znaczącej części tych młodych do nędznej egzystencji, umierania na ulicach czy przebywania w ośrodkach, tylko trochę przyjemniejszych od obozu koncentracyjnego... podobna niedbałość o podstawę piramidy demograficznej wydaje się najzwyczajniej w świecie głupia i nie ma żadnego sensownego uzasadnienia.

Fabuła sprowadza się do schematu "od zera do bohatera", ale trzeba przyznać, że w międzyczasie wciąga. Price zostawiła miejsce na tajemnice, których wyjaśnienie zajmuje bohaterce dobrą chwilę. Gdzieś w tle pozostała także tajemnicza groza (której znaczenie wykrystalizuje się prawdopodobnie w następnej części). Zupełnie odmienne są dekoracje w porównaniu z tymi z Igrzysk śmierci - bo zamiast krwi oraz walki o przetrwanie mamy dekadentyzm bogatych nastolatków.

Chciałabym powiedzieć, że ta książka zmieniła moje życie, ale tak nie jest. Przeczytałam ją z pewną dozą zainteresowania, była wciągającą lekturą, satysfakcjonującą jako letni zabójca czasu. Drażniła mnie momentami naiwnością czy szwankującą logiką, ale młodszemu odbiorcy niekoniecznie będzie to przeszkadzało. Tym, co najtrudniej w niej znieść, jest obecność scen, niemal wyjętych z Igrzysk śmierci i wciśniętych w nowe dekoracje - sprawia to, że bardzo ciężko nie porównywać tych dwóch, w gruncie rzeczy odmiennych pozycji.